POWRÓT

Strażnicy historii z Bodzanowa spisali się na medal

Rafał Kowalski

2011-03-06, ostatnia aktualizacja 2011-03-06 21:06


Podczas takich wydarzeń, jak to upamiętniające Żydów ziemi płockiej w Bodzanowie, politycy i ich puste przemówienia często przyćmiewają powód uroczystości i prawdziwych bohaterów. Szczęśliwie, nie tym razem

http://plock.gazeta.pl/i/37/lup2.gif

Fot. Piotr Augustyniak / Agencja Gazeta

70. rocznica wypędzenia Żydów z Bodzanowa

http://plock.gazeta.pl/i/37/more_ph.gif więcej zdjęć

Atmosfera napięcia i wielkiego święta, parkingowi usłużnie wskazujący miejsca dla samochodów, witająca gości przy wejściu grupa uczniów i nauczycielek, błyskające flesze aparatów fotograficznych. Nie co dzień do Publicznego Gimnazjum im. Polskiej Organizacji Zbrojnej w Bodzanowie przyjeżdżają wspólnie wicepremier i starosta.

Nie zabraknie głosów: ważni politycy przybyli na uroczystość 70. rocznicy likwidacji gett i dzielnic żydowskich na ziemi płockiej, by promować się przed tegorocznymi wyborami parlamentarnymi. Wicepremierowi Waldemarowi Pawlakowi i staroście płockiemu Piotrowi Zgorzelskiemu trzeba jednak oddać, że nie starali się ściągać na siebie świateł reflektorów. Co więcej, krótkie przemówienie tego pierwszego wolne było od pustosłowia. Zaznaczył, że zbrodnicza ideologia, która zniszczyła wielowiekową polsko-żydowską więź ludzi i kultury, narodziła się z nienawistnego podejścia jednego człowieka do drugiego.

- Należy cały czas uważać, bo demony, które rodzą się z nienawiści, trudno jest zatrzymać. Spotkaliśmy się tu, by sobie o tym przypomnieć, nie tylko wspominać dramat Holocaustu - powiedział wicepremier, podkreślając, że z tragicznej lekcji Zagłady należy wyciągać uniwersalne wnioski.

Piotr Zgorzelski, nawiązując do tych słów powiedział "Gazecie", że przypominają mu one hasło towarzyszące działalności, upamiętniającego Zagładę, instytutu Yad Vashem w Jerozolimie: "Remembering the Past, Shaping the Future", czyli "Pamiętając o przeszłości, kształtujmy przyszłość". - Nie chcemy, by upamiętnienie żydowskich mieszkańców zakończyło się na tej uroczystości. Jest pomysł, by co roku spotykać się w innym miejscu ziemi płockiej. Bo przecież przed 1939 rokiem Żydów można było spotkać tu w niejednej wiosce, miasteczku czy mieście. Niech zatem będą to uroczystości ruchome - zaznaczył starosta płocki.

Kilka chwil po zakończeniu obchodów w gimnazjum POZ, gdy uczestnicy zajadali się potrawami kuchni żydowskiej i oglądali - nakręconą w Bodzanowie - część fabularyzowanego dokumentu "Kołysanka" Federa Sevelli, wicepremier i starosta niemal niepostrzeżenie i bez orszaku wyjechali na cmentarz żydowski. Tam w ciszy, z dala od tłumu gapiów, złożyli hołd pomordowanym.

Wcześniej, w swoim przemówieniu, Waldemar Pawlak serdecznie podziękował dyrektorowi szkoły i historykowi Zdzisławowi Leszczyńskemu oraz gimnazjalnemu Kołu Historycznemu. Rzeczywiście, jest za co. Nie chodzi tylko o pomysłowy pokaz tańców izraelskich czy wykonanych przez uczniów piosenek. Leszczyński i jego podopieczni na co dzień archiwizują i upamiętniają żydowską historię Bodzanowa. Wyszukują i zbierają wspomnienia, zdjęcia, wiersze. Dzięki ich działalności, mieszkający na tym terenie przed laty Żydzi nie pozostają "zaklęci" w liczbę 1,3 tys. Właśnie tyle osób deportowali Niemcy. Wojnę przeżyło tylko 51 z nich.

Dzięki opowieściom twórców uroczystości i udostępnionemu podczas niej książkowemu opracowaniu "Bodzanów, moje rodzinne miasteczko" (wydanego przez Koło Historyczne przy Publicznym Gimnazjum im. Polskiej Organizacji Zbrojnej i Regionalne Centrum Edukacji Ekologicznej w Płocku), światło dzienne ujrzało wspomnienie Arie Aksta. Zawierające choćby opowieść o wycieczkach w letnie soboty do wioski Osmolinek, położonej trzy kilometry za Bodzanowem: "Z domu braliśmy ze sobą jedzenie albo kupowaliśmy u chłopów wypiekany przez nich wiejski, bardzo smaczny chleb razowy, jak również śmietanę i świeże mleko. I tak w lesie obok Osmolinka spędzaliśmy cały sobotni dzień".

Z przeszłości wyłoniła się również wizja oczekiwania przez żydowskie dzieci wieczorami na platformy przyjeżdżające z Płocka, z towarem zakupionym przez rodziców - dzieciarnia tymi platformami jeździła potem od sklepu do sklepu, asystując przy rozładunku. Można było niemal fizycznie poczuć atmosferę towarzyszącą kąpielom w gorące, letnie dni w odnodze rzeki Mołtawy czy starcia z prawicowymi bojówkami. Także informacja, w którym domu przy ul. Mickiewicza mieszkali bodzanowscy lekarze Rita i Józef Augenfiszowie z rodziną, odkrywała część historii. Wreszcie na nowo odkryto wiersze Mosze Binuma Ledermana, jak ten kończący się rozpaczliwymi słowami: "Czy mógłbym zobaczyć wasze cienie chodzące / przez całe życie, zawsze bez końca, / po tak ogromnym cmentarzu, jakim jest moje rodzinne miasteczko Bodzanów, / zagubione gdzieś w zrujnowanej Polsce".



Więcej... http://plock.gazeta.pl/plock/1,35681,9210281,Straznicy_historii_z_Bodzanowa_spisali_sie_na_medal.html#ixzz1FtLMgZuD