POWRÓT    

ZESZYTY HISTORYCZNE

 

 

Waldemar Brenda (Pisz)

 

Uwagi o początkach Państwa Podziemnego

na północnym Mazowszu (1939-1942)

Po kampanii wrześniowej 1939r. okupanci dokonali podziału ziem polskich. Północna część Mazowsza, obejmująca powiaty: płocki, płoński, ciechanowski, przasnyski, mławski, sierpecki, pułtuski, ostrołęcki, makowski oraz część powiatu działdowskiego, została bezpośrednio włączona do III Rzeszy Niemieckiej. W ten sposób powstała rejencja ciechanowska (12 847, 3 km2 ) podległa prowincji Prusy Wschodnie. Przed wybuchem wojny zamieszkiwało tu  843 815 osób, w tym 748 000 Polaków, 80 000 Żydów i 15 000 Niemców. Dokonywana przez hitlerowców bezpośrednia eksterminacja ludności, a także przesiedlenia z - i  do- rejencji przyczyniły się do znacznych zmian demograficznych.

W ciągu czterech lat okupacji na północnym Mazowszu straciło życie ponad 100 000 osób. Większość tej liczby stanowili żydowscy mieszkańcy północnomazowieckich miasteczek, eksterminowani w ramach tzw. „ostatecznego rozwiązania”. Początkowo zostali izolowani w gettach rozrzuconych po całej rejencji, by w końcu znaleźć się w getcie warszawskim. Stamtąd zostali wywiezieni do obozów zagłady. Nielicznym Żydom udało się schronić przed wymordowaniem. Jeszcze w 1944r. niemiecka żandarmeria organizowała obławy na Żydów ukrywających się w okolicach Dębska pow. Mława. Masowe egzekucje miały nie tylko ukarać „winnych” łamania niemieckiego prawa, ale stanowić przestrogę. Stąd ich publiczny charakter. W ramach swoistego „czarnego ceremoniału” zmuszano ludzi do oglądania kaźni, czasem przez kilka dni pozostawiając zwłoki pomordowanych na widoku. Nierzadkie były przypadki zmuszania krewnych lub sąsiadów, by zakładali pętlę na szyję skazańców!

W dziesiątkach tysięcy należy liczyć osoby pozbawione dachu nad głową i przesiedlone do GG. Około 90 000 osób wywieziono na roboty przymusowe do Niemiec.

W początkach okupacji Niemcy rozpoczęli aresztowania wśród polskiej inteligencji. Jednym z powodów tej akcji była próba zabezpieczenia się przed ewentualnymi rozruchami, które mogły nastąpić np. z okazji rocznicy 11 Listopada. Tak tłumaczono aresztowania w powiecie sierpeckim, gdzie zatrzymani nauczyciele, urzędnicy, działacze społeczni zostali uznani za zakładników. Ale proceder był kontynuowany w następnych miesiącach, gdyż stwarzał okupantowi doskonałą możliwość osłabienia duchowej żywotności podbitego narodu. Rodziny aresztowanych zmuszano do opuszczenia miejsc zamieszkania, przynajmniej kilkaset osób wysłano do istniejących w Rzeszy obozów koncentracyjnych.

Karne obozy pracy powstawały też w rejencji ciechanowskiej. Kierowano tam osoby w trybie administracyjnym uznane za winnych łamania niemieckiego prawa okupacyjnego. Szczególnie zła sława otaczała obóz w Działdowie, uznany przez historyków za główną katownię na północnym Mazowszu.

Procesom tym towarzyszyły zmiany gospodarcze. Wprawdzie Niemcy podejmowali starania, które miały usprawnić gospodarkę okupowanych ziem pod kątem przydatności dla zaopatrzenia Rzeszy i jej armii w żywność i  surowce. Jednak dla miejscowej ludności były to działania rabunkowe i wyniszczające. Wywłaszczanie gospodarzy z mienia, obowiązek dostarczania kontyngentów, brak wolnego rynku żywności, wpływało do rosnące zagrożenie chorobami, wzrost głodu i pauperyzację ludności. Czarny rynek- temat jeszcze szerzej nie zbadany- tylko w niewielkim stopniu rekompensował istniejące braki.

Kolejny czynnik kształtujący życie na wcielonej do Rzeszy części Mazowsza to niemiecka akcja osadnicza. Sprowadzono 29 589 Niemców z Prus Wschodnich, Litwy, Wołynia i Galicji. Sposobem na poszerzenie wpływów niemczyzny było tez wprowadzenie tzw. Volkslisty, którą przyjął niewielki odsetek mieszkańców północnego Mazowsza.

 

Jak w takich warunkach powstawała konspiracja? Wydaje się, że można mówić o dwóch kierunkach tworzenia działalności podziemnej na północnym Mazowszu. Z jednej strony, już od jesieni 1939r. pojawiły się inicjatywy oddolne. Wokół lokalnych liderów gromadziły się niewielkie zespoły ludzkie, które przede wszystkim poszukiwały broni, zwykle tej ukrytej przez wycofujące się regularne oddziały Wojska Polskiego. Dotychczasowe publikacje historyczne dostarczają wielu takich przykładów, choć zazwyczaj działalność tej oddolnej konspiracji jest udokumentowana bardzo słabo. Były to grupy niewielkie, czasem nawet nie posiadające nazwy, działające krótko w początkach okupacji- zwykle do momentu likwidacji przez hitlerowskie siły bezpieczeństwa lub – wchłonięcia przez większą organizację konspiracyjną. Historycy wskazują m.in. w powiecie mławskim na kilka takich „dzikich” grup. Licząca ok. 40 osób „grupa młodych” powstała wczesną jesienią 1939r. pod kierunkiem ucznia liceum w Mławie Jana Barańskiego „Skowrona”. Nie działała zbyt długo samodzielnie, ulegając wpływom Chłopskiej Organizacji Wolności „Racławice”. „Grupa Młodych” we wsi Żmijewo Kościelne liczyła natomiast ok. 20 nastolatków, którzy zebrawszy pewną ilość broni, podejmowali nocami ćwiczenia z zakresu musztry. Nawiązali z nią kontakt przedstawiciele ZWZ. Z kolei „grupa wojskowych”  Wacława Olszewskiego „Szarego”  podporządkowała się ZWZ dopiero na jesieni 1940r. Niełatwo jest zweryfikować przekazy dotyczące tych „grup”. Wydaje się, że trudno je uznać za organizacje, skoro nie posiadały nawet nazwy. Nic nie wiemy o ich strukturze, bardzo mało o zakresie działania. Nie pozostały po tych próbach oporu żadne dokumenty pisane. Były to raczej zaczątki jakiegoś „społecznego oporu”, których żywotność po kilku miesiącach rozpłynęła się w odgórnych inicjatywach konspiracyjnych. Takie luźne „grupy” setkami były wchłaniane przez ZWZ, „Racławice” czy Polską Organizacje Zbrojną. Na przykład w powiecie sierpeckim można do nich zaliczyć kilku przedwojennych członków Przysposobienia Wojskowego „Krakus”. Po klęsce wrześniowej miejscowy dowódca „Krakusów” kpr. Józef Mikołajczyk zarządził ukrycie karabinków, szabel i siodeł będących na wyposażeniu oddziału. Po kilku miesiącach członkowie grupy „Krakusów” (jeśli w ogóle stanowili oni wtedy „grupę”?) zostali zaprzysiężeni do ZWZ. Przy okazji działań J. Mikołajczyka w pow. Sierpc pojawiają się liczne pytania. Czy już wtedy myślał o podjęciu czynnej akcji antyniemieckiej? Czy raczej chodziło tylko o ukrycie cennego sprzętu, za który czuł się odpowiedzialny? Tego się już nigdy nie dowiemy, a jedynym źródłem wiedzy o takich inicjatywach pozostawały spisywane po wojnie relacje lub wspomnienia.

Problemy z identyfikacją pojawiają się także w stosunku do inicjatyw  pozornie lepiej poznanych. Czym był Związek Wodniacki zrzeszający mieszkańców prawego brzegu Wisły w okolicach Mysliborzyc, Brwilna, Murzynowa, Maszewa i Rybaków Płockich (pow. Płock)? Grupa skupiona wokół Stanisława Gajewskiego i Józefa Majewskiego być może swą aktywnością zwróciła uwagę władz niemieckich, które w październiku 1939r. dokonały aresztowań, a następnie wydaliły członków ZW do Generalnej Guberni. I tu powstaje pytanie. Czy Niemcy ograniczyliby się do wysiedlenia członków organizacji konspiracyjnej? Brutalność okupanta w walce z tworzącym się podziemiem pozwala przypuszczać, że rzeczywiste przyczyny aresztowań i wydaleń mogły być inne. Może był to fragment szerszej akcji przeciwko środowiskom jeszcze sprzed wojny znanym ze społecznej aktywności? Nasuwa się tu wyraźna analogia z wydarzeniami w powiecie sierpeckim (aresztowania i próba wysiedlenia) przed listopadową rocznicą Odzyskania Niepodległości.

Pod koniec października 1939r. w płockim mieszkaniu Aurelii Krajewskiej grupa działaczy z tych samych okolic - Maszewa, Brwilna, Łubek (Mieczysław Malinowski, Władysław Lewandowski, Władysław Pleśniewski) wspólnie z przybyłymi z Warszawy Władysławem Kolasińskim i Władysławem Wojciechowskim podjęła decyzje o utworzeniu Podziemnej Organizacji Młodzieży. Czy jednak była to organizacja samodzielna? Mieczysław Malinowski był przedwojennym prezesem koła Związku Młodzieży Wiejskiej „Siew”, na bazie której to organizacji tworzono na północnym Mazowszu Chłopską Organizację Wolności „Racławice” i Polską Organizację Zbrojną. Obecność na spotkaniu u Krajewskiej gości z Warszawy wskazuje raczej, że POM był strukturą inspirowaną z zewnątrz. Zresztą wkrótce potem Malinowski „Miet” znalazł się we władzach „Racławic” i POZ na północnym Mazowszu.

Podobnie możemy spojrzeć na inną organizację określaną w dotychczasowej literaturze jako „lokalna”. Lucjan Dłużniewski z okolic Drobina utworzył Związek Chłopski, który wkrótce wszedł w skład powołanego w listopadzie 1939r. Związku Wolnych Chłopów. ZWCh kierował m.in. Leon Dorobek „Most”- przed 1939r. prezes „Siewu” w pow. Płock. W początkach 1940r. organizacja w rejonie Brudzenia, Golejewa, Rokicic, Gozdowa miała liczyć już 100 członków. Związały się z nią inne grupy- wspomniany wcześniej Związek Wodniacki i Związek Chłopski „Wierzbica” zorganizowany w październiku 1939r. na styku powiatów płockiego i sierpeckiego. Już jednak w kwietniu 1940r. Niemcy w ramach szerokiej akcji przeciwko inteligencji północnomazowieckiej, aresztowały 70 nauczycieli z pow. płockiego, wśród których kilkudziesięciu było powiązanych z ZWCh. Wielu działaczy przeszło wówczas do POZ (m.in. Dłużniewski stanął na czele Komendy Powiatu Płońsk POZ) lub- nieco później- do Batalionów Chłopskich.

Postać nauczyciela i społecznika- Leona Dorobka być może łączy Związek Wolnych Chłopów z inną organizacją, tym razem o wyraźnie centralnym charakterze. W początkach okupacji do Płocka dotarła z Warszawy Służba Zwycięstwu Polski. Dorobek jest wymieniany jako członek tej organizacji, która miała przetrwać do początków 1940r. Niewiele o niej posiadamy informacji poza kilkoma nazwiskami właśnie z terenów powiatu płockiego. Jej dowódcą miał tu być inny nauczyciel, por. rez. Eugeniusz Gessek, który wciągnął do SZP byłych legionistów i członków POW, ludzi cieszących się społecznym zaufaniem. Ale E. Gessek wymieniany jest również jako inicjator powstania w październiku 1939r.  lokalnego Nauczycielskiego Związku Walki „Nazwa”. Masowe aresztowania nauczycieli w początkach 1940r. sprawiły, że E. Gessek, L. Dorobek i pewnie inni uczestnicy pierwszych prac podziemnych - stanęli przed lufami plutonu egzekucyjnego w lasach łąckich. Hitlerowska „profilaktyka” niewątpliwie skutecznie przyczyniała się do utrudnienia początków konspiracji.

Przytoczone przykłady wskazują na jedną wspólną cechę tych oddolnych inicjatyw (lub za oddolne uznawanych). We wszystkich niemal przypadkach widać dążenie do nawiązania kontaktów z „górą”, z większym zapleczem organizacyjnym, z dowództwem, które będzie stanowiło kontynuację instytucji przedwrześniowych -  organizacji politycznej czy społecznej, wojska, państwa. Działacze tworzącej się konspiracji nie chcą działać chaotycznie, pragną, aby podejmowane przez nich wysiłki stanowiły fragment jakiegoś szerszego planu, wspólnego dla całego kraju. To dlatego współcześni badacze raczej unikają enigmatycznego określenia „ruch oporu”, forsowanego w okresie PRL. To sformułowanie kojarzy się z czymś oddolnym i niezorganizowanym. Pasuje do sytuacji w podziemiu francuskim czy włoskim, gdzie mozaika licznych organizacji i grup daleka jest od stworzenia zorganizowanej struktury obejmującej centralnym kierownictwem cały, okupowany kraj. Inaczej wygląda „geografia” konspirowania w na ziemiach polskich. Tu, zdecydowana większość wysiłków konspiracyjnych (choćby czasem nawet wzajemnie skonfliktowanych) uznaje zwierzchnictwo Rządu RP na Emigracji i Naczelnego Wodza. To dlatego do polskich realiów walki z okupantem lepiej pasuje określenie „Polskie Państwo Podziemne” niż „ruch oporu”.

Czym zatem było Państwo Podziemne? Wśród wielu interpretacji tego określenia, najprościej można przyjąć, ze Polskie Państwo Podziemne to ogół organizacji i instytucji konspiracyjnych w okupowanym kraju, będących kontynuacją organizacji i instytucji przedwojennych, i uznających zwierzchnictwo emigracyjnych władz Polski- ale i uznawanych przez te władze za działające zgodnie z polską racją stanu. W skład Państwa Podziemnego wchodził pion wojskowy- czyli wywodzący się z SZP Związek Walki Zbrojnej  (od 1942r. Armia Krajowa); pion cywilnej administracji – aparat Delegatury Rządu na Kraj; oraz pion polityczny- czyli partie polityczne reprezentowane w namiastce podziemnego parlamentu (od 1944r. była to Rada Jedności Narodowej). Te trzy filary wyznaczały przestrzeń, w której było miejsce i na organizacje społeczne (jak współpracująca z Delegaturą Tajna Organizacja Nauczycielska), i na organizacje wojskowe (powiązane z partiami politycznymi), które – często z dużymi oporami – uczestniczyły w akcji scaleniowej z ZWZ-AK. Rzecz jasna Państwo Podziemne było strukturą tak bardzo złożoną i wielowymiarową, że jego tworzenie trwało przez całą okupację. Nie zawsze udało się ten proces doprowadzić do końca. Jego celem było oddziaływanie na społeczeństwu okupowanego kraju w kierunku prowadzenia walki bieżącej, ale i przetrwania z możliwie najmniejszymi stratami cywilizacyjnymi, demograficznymi, społecznymi.  Cel dalekosiężny zakładał przejęcie kontroli nad terytorium Polski w chwili klęski Niemiec. Ponieważ jednak wydarzenia polityczne i militarne towarzyszące upadkowi III Rzeszy oddały Europę Środkową Związkowi Sowieckiemu (a Polskę podporządkowanym Moskwie komunistom), więc skuteczności działań Podziemnego Państwa Polskiego nie sposób poznać.

Po tych bardzo ogólnych rozważaniach możemy wrócić do północnego Mazowsza. Jak zaawansowane było powstawanie Państwa Podziemnego w powiatach, nazwanych przez okupanta rejencją ciechanowską?

Najbardziej wyrazistym atrybutem Polski Podziemnej było wojsko. Z formalno-prawnego punktu widzenia SZP-ZWZ-AK nie było jedną z wielu „organizacją wojskową”. Była to kontynuacja przedwrześniowego Wojska Polskiego. Inicjatywa odtwarzania wojska w warunkach okupacji dotarła na północne Mazowsze dość wcześnie. Niewiele wiemy o wspomnianej już Służbie Zwycięstwu Polski. Obok nieznanych bliżej prac podjętych przez por. rez. Eugeniusza Gesska w Płocku, wiadomo że z Warszawy do Ciechanowa skierowano ppłk. Tadeusza Tabaczynskiego „Kurpia”. Ponieważ bardzo szybko Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski rozwiązał SZP, w jej miejsce powołując Związek Walki Zbrojnej, te prace Służby Zwycięstwu Polski na Mazowszu północnym nie wyszły poza bardzo wstępne stadium organizacyjne.

W ramach Związku Walki Zbrojnej powiaty wcielone do rejencji ciechanowskiej zostały na wiosnę 1940r. zorganizowane w Podokręg „Tuchola” (inne kryptonimy -„Północ” „Olsztyn”) pod dowództwem por. rez. Eugeniusza Filipowicza „Czajki”. „Czajka” na stałe rezydował w Warszawie, ulokowanie bowiem nawet nielicznej grupy ludzi w (...) terenie nie mogłoby się ukryć przed czujnym okiem władz okupacyjnych. [1] Podokręg podzielono na 10 Obwodów ZWZ, jednak proces obsadzania ich przez komendantów i tworzenia struktury terenowej, wydaje się bardzo powolny. Dopiero na wiosnę 1940 do Płocka wysłano Stanisława Toczyłowskiego „Wisłę” z zadaniem tworzenia ZWZ. W pierwszych miesiącach działalności ZWZ wchłonął niewielkie grupy lokalne, często nie posiadające nazwy. O kilku takich przypadkach była już wcześniej mowa. Do podziemnej armii zgłosili swój akces uczestnicy grupy młodzieżowej „Mewa” z Płocka, Polska Organizacja Wojskowa istniejąca w powiatach Płock i Płońsk, Tajna Organizacja Wojskowa, której placówki zlokalizowano w pow. ostrołęckim i sierpeckim, „Grunwald” w Ciechanowskiem. Mimo to w dokumentach ZWZ pojawia się informacja o słabej organizacji powiatów północnych. W Meldunku Organizacyjnym z  pierwszej połowy 1941r. wspomina się, że na ziemiach wcielonych do Rzeszy (m.in. w Podokręgu „Północ” istnieją jedynie kadry jednostek i szkielet org[anizacji]. Szeregowi a nawet podoficerowie są raczej upatrywani przez dowódców i ewidencjonowani w ich pamięci bez formalnego wciągania do org[anizacji][2]. W przełożeniu na liczby oznaczało to, że w listopadzie 1941r. ZWZ występował w 81% gmin północnego Mazowsza. Dysponował tu 80 oficerami, 49 podchorążymi, 898 podoficerami, 1751 szeregowych i 411 osobami nie posiadającymi przeszkolenia wojskowego.

Poszczególne Obwody ZWZ zostały rozdzielone między cztery inspektoraty rejonowe: I (Obwody Płock i Sierpc), II (Ciechanów, Płońsk), III (Pułtusk, Maków, Ostrołęka), IV (Przasnysz, Mława, Działdowo). Na przełomie 1941/42r. liczba inspektoratów uległa zmniejszeniu do trzech. Nadal jednak, mimo zintensyfikowania prac organizacyjnych, władze podziemnego wojska uznawały stan organizacji za niewystarczający.

Z czego wynikało to powolne tworzenie ZWZ na północnym Mazowszu? Czy powodem był brak odpowiednich kadr? Czy może terror okupanta, wysiedlenia ludności i trudności z przekraczaniem granicy oddzielającej tę cześć Mazowsza od konspiracyjnego centrum, jakim była Warszawa? Nie bez znaczenia była sama koncepcja tworzenia ZWZ jako organizacji kadrowej, która miała być rozbudowywana dopiero w okresie bezpośrednich przygotowań do powszechnego zrywu niepodległościowego.

Wydaje się, że rozwój ZWZ napotykał również przeszkodę w postaci innych, wcześniej zainstalowanych w terenie organizacji konspiracyjnych. Już na jesieni 1939r. pojawili się w północnych powiatach emisariusze Chłopskiej Organizacji Wolności „Racławice”. Była to kontynuatorka przedwojennego Związku Młodzieży Wiejskiej „Siew”, dysponującego dużymi wpływami na mazowieckiej wsi. Wkrótce po klęsce wrześniowej kierownictwo „Racławic” wysłało z Warszawy absolwentów Seminarium Nauczycielskiego w Płocku ppor. Tadeusza Rogozę- Rogozińskiego „Mazura Młodszego”, ppor. Władysława Lisickiego „Błyskawicę” i ppor. Jana Slomskiego „Pucę”. Emisariusze łatwo nawiązali kontakty w znanym sobie środowisku, wprowadzając do regionalnego kierownictwa „Racławic” m.in. Mieczysława Malinowskiego „Mieta” z Maszewa, kpt. Włodzimierza Wochowskiego „Zośkę”, Leonarda Sobańskiego „Szablicę”, ppor. Michała Tomczaka „Bończę”, Lecha Mossakowskiego „Zbyszka” „Zawieję”, por. Lucjana Dłużniewskiego „Nadzieję”. Większość z nich to oficerowie lub podoficerowie rezerwy, nauczyciele, często przedwojenni działacze „Siewu”. Drugi ośrodek „Racławic” powstał w powiecie mławskim wokół Jana Kowalskiego „Wierzby”, Antoniego Załęskiego „Torfa” i Tadeusza Kuligowskiego „Chama” „Prusaka”. Z tych dwóch ośrodków „Racławice” rozszerzały wpływy na powiaty Sierpc, Płońsk, Lipno, Przasnysz i Pułtusk, a w dalszej kolejności także na Rypin, Ciechanów, Włocławek.

Chłopska Organizacja Wolności „Racławice” była organizacją cywilną, w której wyodrębniono osobny pion wojskowy. Z niego wyłoniła się Polska Organizacja Zbrojna „Znak”, w północnej części Mazowsza dominująca nad całą działalnością „Racławic”. Ponieważ kontakty z władzami ChOW „Racławice” i KG POZ w Warszawie były utrudnione (ze względu na granicę między rejencją ciechanowską a Generalną Gubernią), w pierwszej połowie 1940r. powołano Okręg III „Mazowsze”, który miał bezpośrednio kierować powiatami na ziemiach wcielonych. Odmiennie jednak od przebywającego w Warszawie komendanta Podokręgu „Olsztyn”  ZWZ, Komendę Okręgu III POZ od razu zlokalizowano w terenie, a dokładnie w powiatach Płock- Sierpc. Czy powodem tej różnicy była świadomość, że bezpośrednie kierownictwo organizacji terenowej musi być na miejscu a nie w odległej stolicy? A może po prostu większa aktywność werbunkowa członków „Racławic” i POZ sprawiła, ze Okręg III mógł być powołany w oparciu o siły miejscowe? Tak czy inaczej ta właśnie różnica w podejściu do funkcjonowania kierownictw ZWZ i POZ na szczeblu okręgowym wskazuje na faktyczną siłę tej drugiej organizacji na północnym Mazowszu.

Można postawić pytanie, dlaczego właśnie Mazowsze Płockie stało się głównym zapleczem dla funkcjonowania Komendy Okręgu III? Zapewne powodem była postawa mławskiego środowiska „Racławic”. Jan Kowalski „Wierzba” i Antoni Załęski „Torf” skłaniali się już wtedy do bliższej współpracy politycznej ze Stronnictwem Ludowym „Roch”, planując przekazać „robotę wojskową” (czyli żołnierzy POZ) do Komendy Obwodu Związku Walki Zbrojnej Mława, powołanej w sierpniu 1940r. W tej sytuacji działalność POZ w okręgu zdominował ośrodek płocko- sierpecki.

Pierwszym komendantem Komendy Okręgu III „Mazowsze” POZ został Tadeusz Rogoza- Rogoziński „Mazur Młodszy”, kierujący jednocześnie „Racławicami”. Zastępcą komendanta miał być Włodzimierz Wochowski „Zośka”, w skład komendy wchodzili również M. Tomczak „Bończa” , M. Malinowski „Miet” oraz Mieczysław Churski „Kmita” jako szef sztabu. W świetle jego wspomnień nie można wykluczyć, iż w pierwszych miesiącach funkcjonowanie komendy pozostawiało wiele do życzenia. Sam szef sztabu oprócz T. Rogozy – Rogozińskiego nie znał składu Komendy Okręgu i nie podejmował praktycznie żadnych zadań wynikających z pełnionej przezeń funkcji. Być może na sytuację we władzach okręgowych wpływał konflikt, jaki zaistniał miedzy „Mazurem Młodszym”, a bardzo zaangażowanym kpt. Mieczysławem Teodorczykiem „Romanem”, jednym z głównych organizatorów POZ w powiecie sierpeckim. Oficer służby stałej niechętnie się odnosił do zwierzchnictwa młodszego oficera rezerwy, ponadto widział konieczność większego zintensyfikowania aktywności POZ. W efekcie sporu, władze centralne organizacji pozostawiły T. Rogozę- Rogozińskiego w „Racławicach”, zaś na czele Komendy Okręgu III POZ stanął „Roman”, kompletując częściowo nowy sztab. Znaleźli się w nim najbliżsi współpracownicy „Romana” z czasu, gdy kierował KP POZ Sierpc: Stanisław Sękowski „Michał” – zastępca kierownika Wydziału Organizacyjnego, Stanisław Kozłowski „Maciek” – sprawy finansowe, pochodzący z Warszawy dziennikarz Wiłkomirski „Stef” („Stefan Katoda”) - kierownik propagandy i prasy, Mieczysław Churski – szef sztabu. Rozpoczęto druk gazetek „Polska Podziemna” i „Kolumna Marszowa”. Rozwinięto wywiad. Zakończono proces tworzenia szesnastu Komend Powiatowych.

Ponieważ powiaty w północno- wschodniej części regionu miały utrudniony kontakt z Komendą Okręgu, w listopadzie 1941 r. utworzony został Podokręg Ciechanów POZ krypt. „J-12”, z ppor. Kazimierzem Załęskim „Jonem” jako komendantem.

Największe stany liczbowe członków POZ posiadała w powiecie Płock, przez pewien czas podzielonym na dwie odrębne komendy- KP- 7(Komenda Powiatu) i KM-7 (Komenda Miasta). Istniała tu szkoła podchorążych, z członków POZ mieszkających w powiecie płockim  komendant okręgu M. Teodorczyk „Roman” wyodrębnił osobny batalion do zadań specjalnych. Niektórych żołnierzy np. Kazimierza Szrejtera „Kasztana” – zresztą komendanta jednego z rejonów w Płocku, odpowiedzialnego również za łączność kolejową z Warszawą i Gdańskiem - wykorzystywano do akcji bojowych w sąsiednich powiatach. Organizacja musiała więc dysponować w Płockiem znacznymi wpływami. Z POZ podjął tu współpracę Tajny Hufiec Harcerzy oraz Samodzielny Batalion NOW.

W strukturze POZ poszczególne powiaty zostały podzielone na rejony. Przykładowo w KP Płock rejon „M-9” obejmował okolice Bodzanowa. Komendantem od czerwca 1940r. był ppor. Eugeniusz Skalmowski „Mur” (NN), jego zastępcą pchor. Franciszek Rokicki „Kliwer”, który w sprawozdaniu wykazywał blisko 200 zaprzysiężonych członków POZ na swoim terenie! W 1942r. „Kliwera” awansowano do stopnia oficerskiego. W uzasadnieniu wniosku awansowego „Jowisz” - komendant KP J-7 (czyli  Płocka) – pisał: Kol. Kliwer, jako zastępca kom. rejonu M-9 wykazał swą zdolność organizacyjną, energię i pracowitość w pracy dla P.O.Z.. Owocem jego pracy są rejony M-9, B –12 i częściowo G –8 [czyli okolice wsi Łubki- WB]. Zasługuje w zupełności na awans.[3] Wkrótce po powstaniu cytowanego wyżej dokumentu, F. Rokicki musiał opuścić Bodzanów, i zaczął się ukrywac na innym terenie. A jednak wrócił. Został wówczas aresztowany i 18 września 1942r. wraz z 12 innymi żołnierzami POZ i AK stracony w publicznej egzekucji w Bodzanowie.

 

POZ utrzymywała bardzo bliski kontakt z podziemnym wojskiem. We wrześniu 1940r. Komendant Główny ZWZ Stefan Rowecki „Grot” w Rozkazie Organizacyjnym nr 3 wymieniał POZ wśród organizacji podporządkowanych SSS (kryptonim ZWZ)[4]. W 1941r. KG ZWZ desygnowała płk. Hieronima Suszczyńskiego „Szeligę” na Komendanta Głównego POZ. Ta współpraca znalazła odzwierciedlenie w zachowanej dokumentacji Komendy Okręgu III POZ. W grudniu 1941r. M. Teodorczyk „Roman” pisał w rozkazie: wyjaśniam, że na naszym terenie działa bratnia organiz. wojskowa  ZWZ. Z organizacją tą w myśl wytycznych KG należy współpracować. Szczegóły współpracy zostaną oddzielnie podane do wiadomości. Na razie zabraniam utrudniania tej organizacji pracy w terenie, a w szczególności przeciągania jej członków, do tego samego zobowiązały się władze ZWZ. Wypadki przeciągania naszych członków przez ZWZ- meldować.[5] Passus o przeciąganiu członków nie znalazł się w dokumencie przypadkowo. W styczniu 1942r. dowódca drużyny POZ „Waligóra” (NN) meldował o lokalnym dowódcy ZWZ  Zalewskim, który nawet groźbami usiłował odciągać członków POZ do własnej organizacji. Echa związanych z tym zadrażnień między obydwoma formacjami można odnaleźć we wspomnieniach szefa sztabu KO III „Mazowsze”. Mieczysław Churski „Kmita” na polecenie przełożonych  kontaktował się z inspektorem ZWZ Stanisławem Toczyłowskim „Wisłą”: Omawiałem z nim m.in. sprawę wzajemnego zabierania sobie członków. Zwykle więc wszelkie sytuacje sporne były bieżąco załatwiane i nie wpływały na całokształt wzajemnych relacji. W myśl porozumień nawet wnioski awansowe i odznaczeniowe dla żołnierzy POZ miały być kierowane do władz zwierzchnich ZWZ. Stąd nie dziwi, ze już na wiosnę 1942r. w szeregach POZ w pow. Sierpc i Płock pojawia się pogłoska o połączeniu z ZWZ. Zanim jednak do tego doszło, POZ na północnym Mazowszu czekały ciężkie chwile.

Bardzo dynamiczny rozwój organizacji wiązał się z niebezpieczeństwem wpadki. Do takich dramatycznych wydarzeń doszło w związku z przypadkową wpadką drukarni we wsi Białe Błoto k. Sierpca. Dzielna postawa aresztowanej Marianny Nowickiej- właścicielki gospodarstwa, w którym znajdował się punkt wydawniczy oraz kolportera - Henryka Gutowskiego „Olgierda”, a następnie ich brawurowe ucieczki, sprawiły, ze bardzo groźnie wyglądająca wpadka, nie pociągnęła za sobą dalszych aresztowań.

Przyczyną kłopotów mogła być nadmierna aktywność osób zaangażowanych w „tajną robotę”. Niektórzy byli zbyt znani w środowisku, aby zachować anonimowość niezbędną dla konspiratora. Z takimi zarzutami spotykał się sam komendant M. Teodorczyk „Roman”, ostrzegany przez współpracowników, że w niektórych miejscowościach jest wręcz popularny (!), a to grozi dekonspiracją. Najgorzej było w przypadku przeniknięcia do organizacji osób przypadkowych, podatnych na demoralizację. Takiej sytuacji w Płocku dotyczył jeden z dokumentów z grudnia 1941r. podpisany przez „Romana”: stwierdziłem, że w terenie przenikają do organizacji ludzie niepowołani, nawet tacy, których bliscy krewni współpracują z Gestapo. Polecam natychmiast izolować tych członków i mieć ich pod obserwacją.[6] Podobnych zjawisk nie można było uniknąć także w innych Komendach Powiatowych.

Do POZ w pow. Sierpc został zaprzysiężony przedwojenny podoficer WP Grabowski, który zaczął współpracować z Niemcami. Uczestnicy konspiracji właśnie jego wskazują jako główny powód aresztowań kilkuset osób w kwietniu- maju 1942r. Według innych przekazów wsypa w Płocku była spowodowana załamaniem w śledztwie łączniczki Wandy Kwiatkowskiej.  Aresztowania, w których bezpośrednio uczestniczył Grabowski, dotknęły głównie powiaty Płock, Sierpc i Mława. Wpadł komendant KP POZ Sierpc Henryk Praśniewski „Teofil”, hitlerowcy nakryli drukarnię i punkty kolportażu prasy, punkty łączności. Schwytani członkowie i współpracownicy POZ (jak również żołnierze ZWZ-AK) zostali poddani kilkumesięcznemu śledztwu w Płocku. Większość spośród aresztowanych zesłano następnie do obozów koncentracyjnych, około 40 osób skazano na śmierć.

18 września 1942r. w Płocku, Bodzanowie i Rościszewie Niemcy przeprowadzili publiczne egzekucje, w każdym z tych miejsc wieszając po kilkunastu Polaków, aresztowanych za działalność konspiracyjną. Wśród ofiar byli członkowie oraz współpracownicy POZ, AK i komuniści.

Już po masowych aresztowaniach doszło do ostatecznego scalenia terenowej siatki POZ z AK. Według komendanta Obszaru Warszawskiego AK gen. Albina Skroczynskiego „Łaszcza” nastąpiło to pod koniec sierpnia 1942r. Odnośnie Płocka (ale czy również innych sąsiednich powiatów?) spotkanie przedstawicieli NOW, POZ i AK dotyczące scalenia odbyło się w mieszkaniu Lena Śliwińskiego „Jawora” na jesieni 1942r.

Jaki był dorobek organizacyjny przekazany przez POZ Armii Krajowej? Według danych Komendy Podokręgu „Olsztyn” AK ze stycznia 1943r. w samych tylko powiatach Płock i Sierpc POZ przekazała około 2 600 żołnierzy, podczas gdy AK dysponowała na tym terenie stanami nie przekraczającymi 1 500 ludzi. Nieco inne dane podaje badający dzieje POZ Stanisław Pietras, szacujący ilość członków organizacji na północnym Mazowszu na 7 000 – 10 000! Według jego obliczeń poszczególne Komendy Powiatowe POZ miały dysponować: Lipno – 1143 członków, Sierpc 580, Rypin –600, Płock –2 000-2 500.[7] Do danych liczbowych trzeba jednak podchodzić z wielką ostrożnością. Ciągle zmieniające się stany w konspiracji uniemożliwiały traktowanie liczb jako stałej. Tym bardziej że do scalenia POZ przystąpiła poważnie osłabiona wiosenną  „wielką wsypą”. Do faktycznego zmniejszenia szeregów przyczyniły się nie tylko bezpośrednie aresztowania. Setki członków organizacji straciło łączność ze swoim dowództwem, wielu opuściło teren w obawie przed kolejnymi aresztowaniami. Więc to nie liczby decydowały o rzeczywistym dorobku POZ. W wyniku scalenia dowódcy POZ różnych szczebli obejmowali odpowiedzialne funkcje w AK. Członkowie Komendy Okręgu III znaleźli się w Komendzie Podokręgu „Olsztyn”. Mieczysław Teodorczyk „Roman” objął funkcję szefa Wydziału III taktyczno- operacyjnego w podokręgu. W Komendzie Podokręgu znalazł się również Ładysław Żelazowski – przed scaleniem szef wywiadu w Okręgu III POZ. Natomiast Stanisław Sękowski „Rugia” był w AK odpowiedzialny za łączność między podokręgiem a północnym Mazowszem. Oficerowie POZ, często z racji wpływów w niektórych powiatach, po scaleniu objęli również eksponowane funkcje w Komendach Obwodowych AK.

Ogólną opinię dotyczącą ludzi przekazanych przez POZ na północnym Mazowszu znaleźć można w Meldunku Organizacyjnym KG AK z 1943r.: POZ (...) powstała z członków bądź zwolenników „Racławic”. Jej oddziały znajdują się (...)[m.in.] w Podokręgu Mazowsze (...) i przedstawiają poważny stan liczbowy pierwszorzędnej wartości moralnej, dyscypliny i  zwartości. Rekrutowała się przede wszystkim z elementu wiejskiego. Kadra dowódcza stosunkowo liczna – wartościowa.[8]

W rozmowach na temat scalenia, prowadzonych w Płocku na jesieni 1942r., uczestniczyli przedstawiciele jeszcze jednej formacji zbrojnej. Była to Narodowa Organizacja Wojskowa.

Początki obecności NOW na północnym Mazowszu wiążą się z grupą przedwojennych działaczy Stronnictwa Narodowego i Młodzieży Wszechpolskiej, którzy uznawali konieczność podjęcia działalności konspiracyjnej w warunkach okupacji. Już w początkach okupacji powołano silne ogniwa NOW w powiatach: płockim, sierpeckim, kutnowskim, płońskim i gostynińskim. Były to tzw. Samodzielne Bataliony NOW, w 1940r.  zorganizowane przez Płocczanina Teodora Grabeckiego „Porębę” w Podokręg „Mazowsze Płockie” NOW. Dotychczasowa wiedza nie pozwala historykom na pewność, czy w każdym z tych powiatów istniały osobne bataliony NOW. Zachowane relacje umożliwiają potwierdzenie tych przypuszczeń w przypadku Płockiego Samodzielnego Batalionu i Sierpeckiego Samodzielnego Batalionu. Dowódcą Batalionu Płockiego został ppor. Wiesław Kostanecki, a od marca 1941r. ppor. Jan Nowak „Gruda”. Formacja liczyła 250- 500 ludzi podzielonych na 3 kompanie, te zaś na plutony. Według relacji Wiesława Kostaneckiego jeden taki pluton miał być zorganizowany w Bodzanowie pod dowództwem Franciszka Rokickiego[9]. W tym miejscu warto pokusić się o niewielką dygresję. Wspomniany Rokicki „Kliwer” był bez wątpienia żołnierzem POZ, o czym wcześniej wspomniano. W związku z tym pojawia się pytanie: czy możliwe jest, aby Rokicki pracował jednocześnie w dwóch organizacjach? Jeśli Kostanecki w swej relacji się nie mylił, to tak właśnie mogło być. A to oznacza wykazywanie w stanach NOW i POZ nie tylko F. Rokickiego, ale także jego żołnierzy! Ten przykład pokazuje, jak trudno odnosić się do danych liczbowych dotyczących konspiracji, jak płynna była ówczesna przynależność, jak nieraz trudne może być określenie faktycznej podległości organizacyjnej.

Oczywiście nie można wykluczyć błędnej informacji zawartej w świadectwie pierwszego dowódcy Płockiego Samodzielnego Batalionu. Historyk zdany wyłącznie na relacje i wspomnienia, przy braku wiarygodnych dokumentów, musi więc posiadać wyjątkowy dystans zarówno do pozyskiwanych przekazów, jak i w konsekwencji - własnych ustaleń

Wróćmy jednak do NOW. Organizacja podejmowała spory wysiłek w zakresie prowadzenia wywiadu. Również w powiecie Sierpc istniały zalążki 3 kompanii NOW. Dowódca Batalionu Sierpeckiego Lesław Brudnicki wspólnie z Tadeuszem Koziorowskim „Zygfrydem” w 1941r. rozpoczęli wydawanie gazetki „Czołem”. W 1941r. doszło do pierwszych kontaktów dowództwa Płockiego Batalionu z ZWZ. Rozmowy J. Nowaka „Grudy” z inspektorem ZWZ Stanisławem Toczyłowskiem „Wisłą” zaowocowały wejściem dowódcy PSB w skład Komendy Obwodu Płock ZWZ. Do ostatecznego scalenia Podokręgu „Mazowsze Płockie” NOW z Armią Krajową doszło w drugiej połowie 1942r. W myśl  ówczesnych ustaleń część żołnierzy znalazła się szeregach wojska, natomiast część kadry dowódczej wzięła udział w tworzeniu aparatu Delegatury Rządu, czyli cywilnej administracji.

W niektórych rejonach północnego Mazowsza NOW nie podporządkowała się akcji scaleniowej. W 1942r. doszło do konfliktu między inspektorem AK mjr. Stanisławem Nakoniecznikoff- Klukowskim „Gryfem” a komendantem Podokręgu „Tuchola” ppłk. T. Tabaczynskim „Kurpiem”, co doprowadziło do utworzenia Narodowych Sił Zbrojnych. Powstały one z „secesjonistów” związanych z mjr. „Gryfem”, części NOW i innych organizacji wywodzących się z obozu narodowego.  Była to np. Polska Organizacja Narodowo - Syndykalistyczna w powiatach Ciechanów, Maków, Przasnysz i Pułtusk. Do tworzenia NSZ włączyli się również twórcy Tajnej Armii Polskiej, ogólnokrajowej organizacji, która w początkach 1940r. dotarła do pow. Płońsk, Pultusk i Maków. Wśród jej założycieli wymienia się zawodowego podoficera WP Józefa Bieżuńskiego „Błyskawicę”, Włodzimierza Pomorskiego „Atoma” i Witolda Grzebskiego „Motora”. W czerwcu 1941r. „Motor” został komendantem TAP na pow. Płońsk. Utrata łączności z Warszawą ułatwiła decyzję o scaleniu. W sierpniu 1942r. TAP na północnym Mazowszu uznał zwierzchnictwo Armii Krajowej. Gdy jednak na jesieni tr. „Gryf” przystąpił do tworzenia NSZ, kadra TAP opuściła również szeregi AK. Dopiero w 1944r. NSZ na północnym Mazowszu zdecydowały się na scalenie z podziemnym wojskiem.

Scaleniu z Armią Krajową opierały się także Bataliony Chłopskie. Była to formacja zbrojna Stronnictwa Ludowego „Roch”. Kierownictwo wojewódzkie SL „Roch” powołano w Warszawie już w maju 1940r. Działaczom warszawskim udało się nawiązać kontakt z Janem Kowalskim „Wierzbą”, do niedawna uczestniczącym w pracach ChOW „Racławice” w Mławskiem. Pod koniec maja lub na początku czerwca 1940r. Jan Kowalski „Wierzba”, Antoni Załęski „Torf” oraz Tadeusz Kuligowski „Cham” weszli w skład „Rocha” i utworzyli Podokręg „Wkra” Stronnictwa Ludowego „Roch”, obejmujący powiaty rejencji ciechanowskiej. Wpływy SL „Roch” były stosunkowo duże, według niektórych badaczy- większe niż wpływy ruchu ludowego przed wojną. W drugiej połowie 1941r. udało się stworzyć struktury „Rocha” w powiecie ciechanowskim, gdzie przed wojną SL było bardzo słabe, zaś w 1942r. w powiecie działdowskim. Nic więc dziwnego, że od jesieni 1940r. władze centralne SL przystąpiły do tworzenia własnej formacji militarnej pod nazwą „Chłopska Straż”, późniejszych Batalionów Chłopskich. Funkcję komendanta BCh w Podokręgu „Wkra” dopiero u schyłku 1940r. powierzono Antoniemu Załęskiemu „Torfowi”. Pierwsza komenda obwodowa BCh powstała dla powiatu sierpeckiego w 1941r. Zdecydowaną klęskę ludowcy ponieśli w powiecie płockim, głównie ze względu na przedwojenny radykalizm tamtejszych działaczy skupionych wokół Juliana Wieczorka. Podczas wojny wielu z nich podjęło współpracę z komunistami. Z drugiej strony powiat płocki był od początków okupacji prawdziwym bastionem innych formacji ludowych - „Racławic” i POZ, co również mogło utrudniać „zagospodarowanie” płockiej wsi przez „Rocha”.

Mimo licznych przykładów współdziałania BCh i ZWZ-AK nie doszło do formalnego scalenia obu organizacji na północnym Mazowszu, chyba ze względu na wygórowane ambicje lokalnych działaczy SL „Roch”, obawiających się utraty wpływów na własną „wojskówkę”.

Przytoczone wcześniej przykłady działalności SL „Roch”, „Racławic” i Stronnictwa Narodowego (nie posiadającego tu osobnej struktury terytorialnej) to jedyne ślady aktywności organizacji politycznych na północnym Mazowszu. Epizodycznie i raczej przypadkowo pojawiają się wzmianki o socjalistach z Polskiej Partii Socjalistycznej, która podczas wojny przyjęła nazwę WRN („Wolność- Równość – Niepodległość”). Pozostaje jeszcze jedna formacja, która podjęła działalność polityczną, a następnie wojskową. chodzi o lewicę komunistyczna. W omawianym okresie mazowieccy komuniści byli skupieni w tzw. Rewolucyjnych Radach Robotniczo- Chłopskich. W 1942r. powstała Polska Partia Robotnicza. Te działania były związane z postaciami przedwojennych radykałów -Juliana Wieczorka i Zymunta Wolskiego. Ich sympatie znane były już sprzed 1939r., dlatego istniejące w początkach okupacji organizacje podziemne z rezerwą odnosiły się do tego środowiska. W dokumentach POZ i ZWZ, działalność „komunistycznych jaczejek” traktowana była podejrzliwie. Ich konspiracyjna aktywność przybrała na sile od 1942/1943r. Jednakże brak nowszych badań nie pozwala na wiarygodną ocenę rzeczywistych wpływów lewicy komunistycznej na północnym Mazowszu. Dlatego w tym miejscu pominę te ugrupowania. Ze względu na promoskiewski serwilizm nie były uznawane za konspirację niepodległościową, choć oczywiście dochodziło do ich współdziałania z BCh czy niekiedy nawet AK.

Lata 1941/1942 to kres pewnego etapu kształtowania się struktur Polski Podziemnej na północnym Mazowszu. W tym okresie ujawniły się próby działalności politycznej, którą ze względu na warunki wojenne, zdominowały prace organizacji wojskowych (POZ, NOW, BCh), wywodzących się z przedwojennych stronnictw i organizacji społeczno- politycznych. Pojawiło się też podziemne wojsko (ZWZ - AK), dzięki akcji scaleniowej od 1942r. odgrywające decydującą role w wysiłku konspiracyjnym.

Na ziemiach Mazowsza wcielonych do Rzeszy zaistniała także podziemna administracja cywilna. Kierowana przez nią tzw. walka cywilna w północnej części Mazowsza do niedawna pozostawała słabo rozpoznana przez historyków. Zazwyczaj ograniczano się do wskazania aktywności ludowców w zakresie tajnego nauczania (Tajna Organizacja Nauczycielska) i czasem wymieniano osoby powiązane z aparatem okręgowej Delegatury Rządu. Tymczasem ostatnie badania (część z nich dopiero czeka na publikację) pozwalają odsłonić zupełnie nowe obszary Państwa Podziemnego w interesującym nas regionie.

Już w lecie 1941r. powstał Okręg V Ciechanów Delegatury Rządu. W jego tworzenie znaczny wkład włożyli działacze Stronnictwa Narodowego.  Jeden z nich, Kazimierz Iłowiecki „Rura”, właściciel fabryki cukierniczej w pobliżu Sierpca, został delegatem okręgowym. Konieczność zachowania partyjnych parytetów sprawiła, ze zastępcą Iłowieckiego został sierpecki nauczyciel Franciszek Midura, cieszący się poparciem SL „Roch” . Okręgowa Delegatura Rządu rozciągała swoje wpływy na powiaty północnomazowieckie, a także Gostynin i być może Lipno i Rypin. Proces obsadzania funkcji Delegatów Powiatowych trwał niemal do końca okupacji i nie byłby możliwy bez wsparcia ze strony Komend Obwodowych AK i współpracy z „Rochem”. Do najbardziej zaawansowanych należała tajna oświata (nadzorowana przez TON), korzystająca ze środków finansowych delegatury. Istniała również Straż Bezpieczeństwa, stanowiąca zalążek przyszłej policji. Jej komendantem został były dowódca Sierpeckiego Batalionu NOW Lesław Brudnicki. Z NOW wywodził się również delegat sierpecki Tadeusz Koziorowski „Zygfryd” „Zawieja” oraz odpowiedzialny za wydawanie prasy Józef Stępczyński „Czech”. Kierownikiem organizacyjnym ODR Ciechanów został Teodor Grabecki „Poręba”. Cała czwórka znalazła się w administracji podziemnej po scaleniu Podokręgu „Mazowsze Północne” NOW z AK w 1942r. Wprawdzie w 1943r. Okręg V Delegatury został rozwiązany, a dotychczasowy dorobek na tym polu włączono – już jako Podokręg „Jezioro”- do Okręgowej Delegatury Rządu Warszawa- województwo, ale Grabecki, Brudnicki, Midura pozostali na miejscu odgrywając niepoślednią rolę w dalszym funkcjonowaniu oporu cywilnego.

Jak można podsumować wysiłek podziemia na Mazowszu północnym w pierwszych latach okupacji? Przede wszystkim należy podkreślić, że konspiracja była tworzona w warunkach nieporównywalnie cięższych, niż np. w innych częściach Mazowsza. Ziemie włączone do Rzeszy zetknęły się z okrutnym terrorem. Brak wielkich kompleksów leśnych paraliżował akcje zbrojne. Izolacja od pozostałych ziem polskich, a przede wszystkim od serca Polski Walczącej- Warszawy – również utrudniała bieżące podejmowanie prac zlecanych przez konspiracyjną „górę”. Także specyfika zaludnienia, brak wielkich ośrodków miejskich, „małomiasteczkowy” lub wiejski charakter miejscowości, gdzie „wszyscy” dobrze się znają,  stanowił przeszkodę przy zmianie tożsamości, „znikaniu” konspiratorów z oczu Gestapo i rodzimych donosicieli.

Zakres działań konspiracyjnych był więc uzależniony od wielu czynników. Przede wszystkim od przetrwania lokalnych elit, którym udało się uniknąć wysiedlenia, aresztowania lub śmierci. Takim środowiskiem, które w sposób naturalny nadawało się wówczas na organizatorów życia podziemnego było nauczycielstwo. Przez swoją pracę w małych miasteczkach i wsiach świetnie obeznane w miejscowych stosunkach, z racji wykształcenia cieszące się autorytetem, a z racji pochodzenia- bardzo często rekrutowali się z chłopów- z północnomazowiecką wsią silnie związani. A przecież nie wystarczało uniknąć represji. Ci ludzie musieli żyć, gdzieś pracować, zdobywać pożywienie, ukrywać się. Bez sąsiedzko- rodzinnych związków byłoby to niemożliwe. Druga grupa to ziemianie, wśród nich drobna szlachta, występująca w zwartych skupiskach w wielu gminach. To bardzo mocny kontynuator niepodległościowych tradycji, stanowiący naturalne zaplecze dla wszelkich konspiracyjnych poczynań. Rzecz ciekawa, że z obu tych środowisk rekrutowali się nieliczni oficerowie. Głownie byli oficerami rezerwy, znacznie mniej spotykamy przedwojennych oficerów służby stałej.

Dużo większy był udział przedwojenej kadry podoficerskiej – zarówno tej zawodowej jak i rezerwistów. W nowych warunkach zazwyczaj dobrze aklimatyzowali się w terenie, bazując na związkach rodzinnych i dawnych znajomościach. To była chłopska młodzież, urodzona u progu II Rzeczypospolitej, wykształcona w przedwojennej szkole, uformowana w kulcie Niepodległości przez organizacje społeczne i polityczne, a także przez służbę w Wojsku Polskim. Można chyba zaryzykować, że to oni, obok przedwojennego nauczycielstwa, stanowili elitę mazowieckiej wsi. Podczas wojny świetnie zdawali swój egzamin z patriotyzmu.

 

Bibliografia:

Muzeum Mazowieckie w Płocku, Akta Polskiej Organizacji Zbrojnej;

Armia Krajowa w dokumentach t. I-II, Wrocław- Warszawa- Kraków- Gdańsk – Łódź 1990.

W. Brenda, Konspiracja na północnym Mazowszu w świetle Wspomnień z II wojny światowej Mieczysława Churskiego, cz. I „Notatki Płockie” nr 2/ 2001; cz. II, „Notatki Płockie” nr 3/2001.

W. Brenda, Okupacja i konspiracja w powiecie sierpeckim w latach 1939 – 1945 (w:) Dzieje Sierpca i ziemi sierpeckiej, praca zbiorowa pod red. M. Chudzyńskiego, Sierpc 2003.

J. Gozdawa- Gołębiowski, Obszar Warszawski Armii Krajowej, Lublin 1992.

W. Grabowski, Polska tajna administracja cywilna 1940 -1945, Warszawa 2003.

R. Juszkiewicz, Mławskie Mazowsze w walce, Warszawa 1968.

M. Krajewski, Płock w okresie okupacji 1939-1945, Płock – Włocławek 2001.

S. Lewandowska, Okupowanego Mazowsza dni powszednie 1939-1945, Warszawa 1993.

I. Nowak, J. Nowak, Z dziejów Armii Krajowej w inspektoracie płocko- sierpeckim, Płock 1994.

S. Pietras, POZ, Warszawa 1996.

K. Przybysz, Konspiracyjny ruch ludowy na Mazowszu 1939-1945, Warszawa 1977.

J. L. Żabowski, Płońska konspiracja patriotyczna 1939-1956, Warszawa 2003.


 

[1] A. Skroczyński, Zarys historii warszawskiego obszaru ZWZ-AK(maszynopis w zbiorach IH PAN), cyt. za : S. Pietras, POZ, Warszawa 1996, s. 166.

[2] Armia Krajowa w dokumentach, t. I, Wrocław – Warszawa – Kraków- Gdańsk – Łódź 1990, s. 484.

[3] MMP, Akta Polskiej Organizacji Zbrojnej, sygn. MMP/s/6931.

[4] AK w dokumentach 1939-1945,  t. I, s. 291.

[5] Cyt. za: Pietras, Op. cit., s. 342.

[6] Muzeum Mazowieckie w Płocku, Akta POZ, sygn. MMP/s/6918.

[7] S. Pietras, op. cit., s. 211.

[8] Armia Krajowa w dokumentach 1939- 1945, t. II, Wrocław- Warszawa- Kraków- Gdańsk- Łódź 1990, s. 452.

[9] Por. I. Nowak, J. Nowak, Z dziejów Armii Krajowej w inspektoracie płocko- sierpeckim,, Płock 1994, s. 35.

 

Tadeusz Gąsiorowski

 

Wspomnienia o ojcu

 

EDWARD GĄSIOROWSKI syn Antoniego i Pauliny z d. Biłgorajska ur. 13.10.1906r. w Bledzewku pow. Sierpc, żył w gospodarstwie ojca i przyuczał się do zawodu cieśli.

W 1927r został powołany do Wojska Polskiego. Służbę pełnił w 32 p. piechoty w Modlinie. Ukończył Kurs podoficerski i awansował na stopień Kaprala. W 1931r zawarł związek małżeński z Henryką  Biegańską w Bledzewie. Małżonkowie odziedziczyli gospodarstwo rolne 8 ha po rodzicach żony Biegańskich. Mieli ze sobą dwoje dzieci Tadeusza urodzonego w 1932r i Hannę ur. 1933 r. W 1939r. nie został powołany do Wojska Polskiego w obronie Polski napadniętej przez wojska III Rzeszy niemieckiej. Wtedy poczuł się zbędnym wyszkolonym żołnierzem.

W 1939r. na początku października powiat sierpecki jak i ziemia płocka, odwetem Hitlera zostały włączone do III Rzeszy. Polacy zostali pozbawieni wszelkich praw obywatelskich. Wprowadzono godzinę policyjną. Miejscowa szkoła została zajęta przez żandarmerię na swoja siedzibę. W końcu października 1939r  nakazem komisarza gminy, żandarmeria niemiecka wypędziła dwóch rolników ze swych gospodarstw w Bledzewie i byli to Pilewscy 45 mórg i Chojnacki 70 mórg. Rolnicy mieli tylko 30 minut na opuszczenie siedzib. Wozy osadników niemieckich oczekiwały na zajęcie gospodarstw. Na ludność wioski padł strach, że staną wypędzeni ze swych gospodarstw. W zime1940 r. wśród mężczyzn zaistniała myśl, aby zorganizować się w grupę oporu. Edward Gąsiorowski, mający kontakt z dalszą rodziną w Sierpcu i Stanisławem Sękowskim,  uzgodnili żeby w Bledzewie przygotować grupę mężczyzn zdolną do działania w Polskiej Organizacji Zbrojnej działającej już w Sierpcu.

W okresie lata i jesieni 1940- 41 Edward Gąsiorowski pozyskał do tej grupy: Zygmunta i Wincentego Matuszewskich, Czesława i  Stanisławę Orlińskich, Zygmunta Kwiatkowskiego, Władysława Mach, Henryka  Sztal, Adama Gąsiorowskiego, Eugeniusza Gąsiorowskiego, braci Feltynowskich z Miłobędzyna. Żona Edwarda była łączniczką. W 1941 r. Edward Gąsiorowski w rozmowie ze Stanisławem Sękowskim złożył akces wystąpienia  do Polskiej Organizacji Zbrojnej. Sam złożył przysięgę przed Komendantem POZ kpt Mieczysławem Teodorczykiem „Romanem”i dostał polecenie przyjęcia przysięgi od każdego z grupy mężczyzn z Bledzewa . Co też niezwłocznie uczynił. W 1940 r. do Sierpca przybył kpt .W.P. Mieczysław Teodorczyk p.s.     „ Roman” delegowany przez oddział POZ. w Łodzi. W Sierpcu znał on, z przedwojennych manewrów , wachmistrza Stanisława Sękowskiego. Razem z nim powołali Polską Organizację Zbrojną. W skład sztabu weszli Mieczysław Teodorczyk  ps. „ Roman” , Stanisław Sękowski, Zdzisław Ożarowski i Kuras Henryk p.s. „ Olgiert”, u którego przebywał Teodorczyk.

Na początku lutego 1942 r. Mieczysław Teodorczyk, Stanisław Sękowski zostali powołani do Komendy Głównej POZ w Warszawie. Na stanowisko Komendanta POZ w Sierpcu został powołany Henryk Praśniewski urzędnik gm w  Białyszewie. Do nowego sztabu weszli Leon Kalisz, Wiktor Michalak, Edward Gąsiorowski. W styczniu 1942 r do zagrody Edwarda Gąsiorowskiego  we wsi Bledzewo został przeniesiony druk gazetki „ Polska Podziemna”.

Na miejsce druku gazetki urządzono w sąsieku stodoły zamaskowany bunkier.

Pierwszy druk odbył się w lutym 1942r. W redakcji byli Stanisław Kozłowski ps. „ Maciek” Feliks Gutowski i Edward Gąsiorowski ps. „ Karol”. W dniu 17. 04. 1942r. miał odbyć się druk gazetki. W tym celu wieczorem do zagrody Edwarda Gąsiorowskiego przybył Feliks Gutowski z Sierpca, a rano miał dojść Stanisław Kozłowski. Feliks Gutowski spał razem z synem Edwarda Tadeuszem. Do druku gazetki nie doszło w dniu 17. 04 1942r. gdyż około godziny 5. rano do domu Edwarda Gąsiorowskiego wtargnęło gestapo. Śpiących wcześniej obudził huk wystrzału karabinowego. Edward wstał, a gdy doszedł do okna gestapo wkraczało w  zabudowania, a kilku było już przy drzwiach domu.

Zaczął się łomot w drzwi, wołanie o otwarcie. Drzwi otworzył Edward, otrzymał kilka ciosów po głowie. Został wepchnięty do mieszkania, bito również i Feliksa Gutowskiego wołali bez przerwy„ banditem”. Po tym polecili ubrać się domownikom oraz Edwardowi i Feliksowi.

Jeden z gestapowców łamaną polszczyzną zapytał się,  który Gąsiorowski, gdy otrzymał odpowiedź,  „ a ten drugi ?” ja jestem Feliks Grabowski z Sierpca. W tedy zawołał na niego ,,bandit'' i uderzył go pięścią w głowę.

Po tym ten sam Gestapowiec żądał wydania broni i „papierów  bandytów”: Edward Gąsiorowski odpowiedział, że nie ma. Otrzymał znów cios w głowę. Zaraz też założono obydwom  kajdanki na ręce podane do tyłu. Wszystkich wyprowadzono na podwórze. Edwarda i Feliksa ustawili tyłem do siebie i związali za kajdanki rzemieniem, a jego koniec trzymał gestapowiec.

Nastąpiła rewizja mieszkań, obory, strychów - nic nie odnaleziono. Po tym szukano w stodole tam odkryto bunkier a w nim: maszynę do pisania,  drukarkę, papier do druku.

Na wołanie gestapowców ze stodoły powstało zamieszanie wśród pozostałych gestapowców, którzy zaczęli biec do stodoły. Wtedy to Henryka Gąsiorowska widząc to zamieszanie opuściła podwórze dołączając do grupy osób idących do pracy w majątku w Miłobędzynie uciekła,  już do domu nie wróciła, aż do stycznia 1945 roku. Po wyniesieniu tych przedmiotów ze stodoły przenieśli je do furmanek stojących na drodze przy zagrodzie. Poprowadzono tam skutych Edwarda i Feliksa. Musieli się w nich położyć i przykryli ich znajdującą się na wozie słomą. Przed odjazdem gestapowcy pytali się o żonę Edwarda ale odpowiedzi nie otrzymali.

Trzech gestapowców pozostawili w zagrodzie. Czekali do zmroku. Po tym furmanką wyznaczoną przez sołtysa odjechali do Sierpca. Stanisław Kozłowski w tym dniu nie zjawił się w zagrodzie Edwarda Gąsiorowskiego, ponieważ gestapowcy którzy jechali dwoma furmankami z majątku w Dziębakowie,  zatrzymali go na szosie w Pieskach i był już pewnie  na furmance, w czasie aresztowania Edwarda i Feliksa.

Tegoż dnia 17.04.42r. aresztowani  byli też Henryk Praśniewski, Leon Kalisz, Wiktor Michalak i Czesław Rutkowski. Wszyscy oni zostali  osadzeni w więzieniu w Płocku i tam maltretowani.

W maju 1942r. zostali aresztowani jeszcze w Bledzewie: Czesław i Stanisław Orlińscy, Zygmunt i Wincenty Matuszewscy, Zygmunt Kwiatkowski, Henryk Sztal, bracia Feltynowscy.

Zostali oni osadzeni w obozie koncentracyjnym w Dachau. W obozie tym ponieśli śmierć małżonkowie Orlińscy. Pozostali w 1945 wrócili do swych rodzin. Dzień 18 września 1942r okrył  żałobą ludność powiatu sierpeckiego i płockiego. Z polecenia gestapo wystawiono trzy szubienice: w Rościszewie, Płocku i Bodzanowie. Powieszono 40-tu najbardziej aktywnych żołnierzy Polskiej Organizacji Zbrojnej i Związku Walki Zbrojnej (ZWZ) i tak w Rościszewie14, w Płocku 13 i w Bodzanowie 13 a mimo to nie udało im się zgnieść ruchu oporu.

Gdy oni byli jeszcze maltretowani w więzieniu komendy i oddziały POZ weszły w skład powołanej Armii Krajowej. Organizacja ta przekazała około 1600 żołnierzy.

Dziadkowie Biegańscy, teściowie Edwarda Gąsiorowskiego zajęli się prowadzeniem gospodarstwa i wychowywaniem dwojga dzieci, Edwarda i Henryki.

W 1945r. Stanisław Biegański powiedział, że na strychu obory w skrzynce metalowej znalazł 6 pistoletów, pisma i listę organizacji. Skrzynkę  z zawartością wyniósł i utopił  w stawie.                                                                            .Miejsca nigdy nie chciał wskazać mówiąc że zapomniał. W 2005r. zmarła żona Edwarda Gąsiorowskiego - Henryka  przeżywszy lat 95.

Tak się kończy krótki rys historyczny Polskiej Organizacji Zbrojnej i jej wejścia do Armii Krajowej.

W pierwszych dniach maja 1945r. została dokonana ekshumacja zwłok na cmentarzu  żydowskim w Bodzanowie. Były to zwłoki powieszonych 13 żołnierzy POZ  w 1942r. przy cmentarzu katolickim w Bodzanowie. Wydobyte zwłoki zostały włożone do trumien.

W dniu 4.05.1945r. na miejsce ekshumacji przybyły rodziny zamordowanych w celu rozpoznania zwłok. Z Sierpca przybyli Pani Kraśniewska z rodziną męża, rodzina Kalisza, rodzina Michalaka i żona Henryka - Edwarda Gąsiorowskiego z jego bratem Zenobiuszem. Tych czterech, zwłoki zostały rozpoznane po rysach twarzy i ubiorach. Trumny ze zwłokami zostały umieszczone na skrzyni samochodu ciężarowego i tegoż dnia w godzinach popołudniowych zostały przywiezione do Sierpca na plac przed kościołem. Już wtedy tłumnie zaczęli przybywać mieszkańcy Sierpca.

Trumny zostały złożone w kościele przed ołtarzem. W tych trumnach byli:

EDWARD GĄSIOROWSKI, HENRYK PRAŚNIEWSKI, LEON KALISZ, WIKTOR MICHALAK. Przykryto je flagami narodowymi. W dniu 5 maja 1945r. po mszy w kościele około godziny 15 uformował się kondukt żałobny i skierował się w stronę parafialnego cmentarza. Za konduktem szły tłumy ludności z Sierpca i okolicznych wsi. Była to wielka patriotyczna manifestacja. Trumny żołnierzy uniesione przez mężczyzn zakryte flagami państwowymi płynęły w tym tłumie. Przed złożeniem trumien do grobu ksiądz proboszcz pożegnał rodziny zmarłych.

Tak zakończył się eksodus żołnierzy POZ, przez więzienie  w Płocku, szubienicę w Bodzanowie, do Sierpca gdzie spoczywają na swojej rodzinnej ziemi przez 65 lat.

W 1946r. rodziny ufundowały nagrobek na mogile. Była to płyta betonowa . Z biegiem lat nagrobek zapadł się o wysokość trumien, które spróchniały, woda zalewała mogiłę.

W 2003r. staraniem Tadeusza i Edwarda Gąsiorowskch oraz  pomocy Eugeniusza Gąsiorowskiego, pozyskano fundatora z firmy Solbut w Solcu Kujawskim, który sfinansował nowy granitowy nagrobek. Dzisiejszy nagrobek prezentuje się należycie. Pośmiertnie wszyscy tam pochowani zostali odznaczeni przez Prezydenta RP krzyżami Armii Krajowej.

 

 

 

   

Roman Żółtowski

Pamiętnik wojenny 1939-1945

Po nieszczęsnej i upokarzającej kampanii wrześniowej w 1939 r. jako podoficer w stopniu plutonowego walczącego w pierwszej linii 32. pp w obronie Modlina uciekłem z transportu jeńców wojennych, obrońców Modlina jadącego do Prus, w Mławie. Wieziono nas w towarowych, zabitych deskami i odrutowanych wagonach bez wody z konserwą i kawałkiem chleba w ręku. W Mławie pociąg stanął na stacji; w kilka minut z obu stron zgromadził się tłum Polaków różnej płci z wiadrami wody, konewkami i różnoraką żywnością, a nawet wódką. Wokół płacz i lament. Konwojenci byli bezsilni, mimo groźnej postawy, krzyku i broni. W czasie jazdy z Poniechówka obluźniliśmy deski i druty, ponieważ kilkunastu z nas postanowiło uciec z transportu w nocy, skacząc z jadącego pociągu. Mam tu na myśli wagon, w którym jechałem. Na pewno w innych wagonach było podobnie, ale nie wszyscy byli do tego zdolni; szczególnie ludzie starsi, powołani z rezerwy, wyczerpani fizycznie, a nawet pełni rezygnacji.

Nam chyba wszystkim udało się w harmidrze, krzyku i załatwianiu "propozycji handlowych" (nikt pieniędzy nie brał) - właśnie wtedy uciec.

Tu na tym miejscu gorąco chcę podziękować młodemu małżeństwu, które się mną zaopiekowało: przenocowało, nakarmiło, zaopatrzyło w kilkadziesiąt złotych na drogę do domu.

Do domu, o którym myślałem, że go już nigdy nie zobaczę, domu - to moja żona, ojciec i matka.

Nie liczyłem kilometrów z Mławy do Bodzanowa, ale w dwa dni na piechotę byłem, unikając Niemców, już na miejscu, gorąco witany, o którym nie wiadomo, czy żyje i gdzie się podziewa. Zameldowałem się władzy miejscowej jako zwolniony z niewoli w Modlinie.

Choć interes szedł kiepsko z braku przydziału mąki i cukru, prowadziłem wspólnie z ojcem naszą małą piekarnię, opalaną drzewem do 1942 r. Byłem potrzebny, choć czasowo, Niemcom i jakoś w tym czasie nie było amatorów z miejscowych folksdojczów na zły interes.

Mieliśmy jako taką egzystencję i możliwość przetrwania. Mieliśmy niezachwianą pewność, że Niemcy ostatecznie wojnę przegrają i Polska będzie wolna i trzeba coś robić, aby takie przekonanie mieli inni. Mimo nakazu Niemców w końcu października 1939 r., aby pod karą śmierci zdać wszystkie posiadane aparaty radiowe, myśmy swojego czterolampowego telefunkena nie zdali, ukrywając go w składzie na drewno.

Już w 1940 r. w porozumieniu z kilkoma wtajemniczonymi osobami wyjąłem aparat z ukrycia i przeniosłem w biały dzień w worku na plecach do Jakuba Woźniaka prowadzącego sklep żelazny vis a vis naszego domu i tu zaczęliśmy pierwsze nasłuchy. Niedługo to trwało, ponieważ Woźniak bał się trzymać aparat u siebie i prosił, aby go przenieść w inne miejsce.

I jak poprzednio w worku przeniosłem radio do miejscowego kominiarza Czesława Barcholca mieszkającego na peryferiach naszej osady.

Słuchane komunikaty radia z Moskwy i Londynu dla pokrzepienia serc, jak pisał kiedyś Sienkiewicz, w formie ustnej i pisemnej, w miarę możliwości rozpowszechnialiśmy w najbliższej okolicy i wśród miejscowych ludzi.

Był to okres największych zwycięstw militarnych Niemców, okres ich upojenia sukcesami. III Rzesza pod wodzą "genialnego Hitlera" miała być wieczna, a oni panami świata. My roboczym bydłem, które zlikwiduje się w odpowiednim czasie.

W większości zakłady rzemieślnicze, młyny, masarnie i sklepy obsadzano miejscowymi folksdojczami. Obiecując im złote góry, ubrano w żółte mundury z hakenkrojcami, dano władzę. Mieli nas pilnować i donosić, komu trzeba. Byli bardzo dumni ze swojej roli, często "zapominali" o polskiej mowie, zabierali lepsze mieszkana i rzeczy wywłaszczonych Polaków, kombinowali na kartkach żywnościowych, okradali Żydów, deprawowali zatrudnione u nich polskie dziewczęta.

Ten sielski czas zabaw i uciech skończył się z chwilą kiedy im powiedziano, że jako pełnoprawni Niemcy, dla których wódz stworzył tak piękne życie i wspaniałe perspektywy na przyszłość, muszą mu jednak w realizacji planów pomóc dla dobra ich samych. Zaczęto tych "przyszłych panów świata" braćdo wojska; przychodziły zawiadomienia o "bohaterskiej śmierci" najbliższych osób czy znajomych, a oni ucichli i zmaleli, nie byli już tak pewni siebie i butni. Perspektywa bohaterskiej śmierci nie bardzo im odpowiadała, czuli, że nie jest tak, jak myśleli. Przecież nie po to oswobodzono ich od tych "przeklętych Polaków", aby teraz ginęli na różnych frontach; właśnie teraz, kiedy im dobrze. Do czasu mojego aresztowania powodziło się im jednak znakomicie.

Do dziś nie wiem, kto nas wsypał. Jednak doszło do nas, że żandarmi szukają pracującego radia na terenie Bodzanowa i są na naszym tropie. Jeśli znajdą aparat, będziemy niewątpliwie aresztowani i straceni. Radio zostało zakopane na podwórku Barcholca, miejsce zamaskowane.

Kiedy wróciłem z obozu w 1945 r. dowiedziałem się, że szukano i kopano, ale dzięki Bogu nie trafili. Oglądałem radio - było zupełnie zbutwiałe i przerdzewiałe. a przecież w swoim czasie było tak pożyteczne i w razie wykrycia groziła nam szubienica. Dnia 13 sierpnia 1942 r. w nocy zostałem aresztowany przez gestapo wraz z moim ojcem Adamem Żółtowskim, kowalem K. Woźniakiem, listonoszem Jakubem Czyżem, adwokatem Leokadią Skalmowską, której mąż, lekarz weterynarii, zdążył zbiec. Na miejscowym posterunku, żandarmerii znaleźliśmy się razem. Klęczeliśmy z twarzami odwróconymi do ściany i z podniesionymi do góry rękami, lecz długo nie dało się utrzymać tej pozycji, na co już potem nie zwracano uwagi. Ja w czasie aresztowania tęgo oberwałem, ale na posterunku, choć dostaliśmy też zdrowo, nie bito zbyt mocno. Szkoda było pani Skalmowskiej, którą młody byk gestapowski bił po twarzy krzycząc: "polnische Huren" - polska kurwa.

W moim domu została bardzo chora żona, po drugim dziecku - Andrzejku, który urodził się 4 sierpnia 1942 r., więc niecałe 2 tygodnie przed aresztowaniem. Chłopak był zdrowy, ale matka dostała skrzepu w nodze i kilka miesięcy leżała w łóżku bez ruchu. Dzięki pomocy teściowej, braci żony i sióstr oraz opiece miejscowej akuszerki p. Urbańskiej, jakoś doszła do siebie.

Tej nocy była śmiertelnie przerażona. Ile ją to wtedy kosztowało! ...Do dziś ma uraz i staje się pełna strachau, gdy widzi ludzi w mundurach. Ile nerwów zużytych! Zawsze, kiedy na ten temat mowa, moja żona płacze.

W tym czasie wykryto w Bodzanowie organizację o charakterze wojskowym. Znaleziono karabiny ukryte w stodole. Byli to młodzi chłopcy w wieku przedpoborowym. Zostali straceni przez powieszenie. Byli to odważni i dzielni ludzie, chcieli walczyć. Zdradzeni prawdopodobnie zostali przez swego przywódcę podchorążego wojsk polskich Franciszka Rokickiego, który zginął również.

O tym dowiedzieliśmy się w więzieniu w Płocku. Podobno nie wytrzymał gestapowskich tortur, ponadto stracony został wydany przez niego mieszkaniec wsi Przymuszewo Antoni Rakowski, człowiek w średnim wieku, który na zlecenie Rokickiego przechowywał u siebie broń. Otoczony gestapowcami Rokicki wskazał miejsce ukrycia na terenie gospodarstwa Rakowskiego broni pochodzącej z czasów wojny 1939 r. Smutne i straszne były to czasy.

Mnie, ojca, kowala, listonosza i p. Skalmowską przewieziono do więzienia w Płocku, tam nas rozdzielono zamykając w oddzielnych celach. Zaczęły się badania, na które doprowadzano nas z więzienia do budynku gestapo. Były tam drzwi wejściowe żelazne, otwierane i zamykane automatycznie prądem.

Jak mogliśmy chodzić - chodziliśmy, jak śledztwo było zbyt intensywne - odwożono nas. Sprawę naszą starano się połączyć z organizacją Rokickiego. Młode i wypasione byki znały swoją robotę, toteż zbytnich ceregieli nie było. Nie chcesz gadać, gdzie ukryta broń - lanie; nie powiesz, kto należał do organizacji - bicie i kopanie; gdzie ukryto radio, kto słuchał, komu rozpowszechniano wiadomości - ogólne katowanie batem z kulką, bicie po twarzy, kopanie butami w twarz, szczucie psem, zmuszanie do wpatrywania się w bardzo silną żarówkę elektryczną. Na wszystkie pytania odpowiedzi były negatywne, ponieważ przyznanie się do czegokolwiek równało się śmierci, a myśmy chcieli żyć. Z naszej grupy nikt się nie załamał. Leczono nas, czasem dano papierosa i znowu to samo. Jako pamiątkę z płockiego gestapo wyniosłem wybite zęby, osłabiony wzrok i ślady po psich zębach na ręku. Jedno było ważne: pytania były tak formułowane, że byliśmy pewni, że dokładnych danych o nas nie mają i to dodawało nam otuchy. Mówili, że oni "wszystko wiedzą, tylko chcą potwierdzenia". Dało nam to życie, choć tymczasem.

W końcu września czy na początku października 1942 r. Sondergericht Bezirk Ziechanau na sesji wyjazdowej w Płocku (Nadzwyczajny Doraźny Sąd z Ciechanowa) naszą grupę w osobach: Leokadia Skalmowska, Adam Żółtowski, Roman Żółtowski, Jakub Czyż, Kazimierz Woźniak i Janina (Alina) Janowska (?) skazano do końca wojny na pobyt w obozach koncentracyjnych, a po wojnie dopiero będą właściwie osądzeni za wrogą działalność przeciw III Rzeszy Niemieckiej i odpowiednio skazani.

Nie byliśmy głodzeni - kawa, chleb z marmeladą, zupa bez mięsa, wieczorem herbata, chleb. Prycza na ścianie zamykana o 6. rano, otwierana o 20. do spania, mały stoliczek i stołek, okratowane małe okienka. W każdej celi pozostawiono w różnych formach tak pisanych, jak rysunkowych ostatnie być może życzenia byłych mieszkańców celi w postaci "J.B. 1940", "Czesiek tu był 1941" i wiele innych, tylko trzeba było dobrze się wczytać. Ściany i mury więzienia mówią dużo tym, którzy słuchają i czują innych towarzyszy niedoli, tych poprzednich. Cela mimo grubych ścian oddzielających jedną od drugiej nie jest głucha, doskonale słyszy się szczególnie w nocy.

Kroki nerwowo chodzącego więźnia, pukania do drzwi, otwieranie celi, czasem krzyki i szamotanie. Naprzeciwko były cele, z których właśnie w nocy zabierano więźniów. Dokąd? Podobno do Królewca pod topór. Za co? Czekali na wyroki z Berlina długo, czasem kilka miesięcy. Mówiono, że "topór" to gilotyna urządzona na wzór tej z Francuskiej Rewolucji. Wkłada się głowę i już. Przeklęte niech będą wynalazki, które niszczą życie ludzkie. Więzień ma bardzo wyostrzony słuch, wszystko słyszy: lekkie odchylenie judasza przez strażnika, ruchy na poziomie naszego piętra, kroki dozorców czasem chytrze ciche, otwieranie lub zamykanie celi, zapalania papierosów. To był jakiś dodatkowy zmysł i nerw nam dany... Odróżniałem nawet kroki strażnika dobrego od złego Byli naprawdę w tych czasach źli i dobrzy strażnicy.

Przeważnie przez pierwsze 3 dni nic się nie je, za to chciało mi się bardzo palić... Choć raz zaciągnąć się. Strażnicy doskonale o tym wiedzieli i jak trafiło się na "dobrego", to dostawało się "cygareta" zapalonego, rzucali też w czasie spacerów "kipy". Niektórzy, starsi już ludzie, pochodzący z Mazur rzucali czasem - oglądając się - polskie słowo i dobre spojrzenie, dawali cygaretkę, zapałkę i draskę, uprzedzając, że trzeba uważać, bo w nocy może mieć służbę jakiś "siurek". Zapałkę łupało się na pół, kawałkiem szkła znalezionym we framudze okna lub pryczy. Był to skarb, bo skąd wziąć tyle zapałek?

I tu widziało się rękę poprzednika myślącego o tym, którypo nim tu będzie, może domyśli się i znajdzie. Zostawiłem tu kawałek szkła, draskę i całą zapałkę, może posłuży mojemu następcy? Dziś nie palę, ale wtedy nikotyna uspokajała nasze nerwy, ułatwiała myślenie. Więzienie płockie było jednym z lepszych, jakie poznałem w swojej wędrówce do obozu śmierci Mauthausen, gdzie wyrokiem zbrodniarzy miałem zostać popiołem użyźniającym pola. Nie pamiętam numeru celi, wiem, że było to pierwsze piętro, żelazne schody i na lewo.

Pewnego dnia rano wywołano mnie, kazano zabrać rzeczy - jakie? Na podwórzu: ojciec, Czyż, Woźniak i Janowska, a obok mała ciężarówka z plandeką, dwóch żandarmów z karabinami i bronią krótką u boku.

Dostaliśmy chleb, kiełbasę, margarynę i w drogę - dokąd? Nie było Skalmowskiej. Jak się po wojnie dowiedziałem od niej samej, z Płocka wraz z innymi kobietami odstawiono ją bezpośrednio do Rawensbruck, obozu wybitnie kobiecego.

Zdawało mi się, że Janowska jest w ciąży, a może się myliłem, płakała. W Działdowie zginęła nam z oczu; jakaś Niemka w mundurze zabrała ją. Podobno żyje, ale kontaktów z nią nie miałem.

Ciąg dalszy w następnym numerze.

Pamiętnik, którego fragmenty przedrukowaliśmy przesyła Krystyna Żółtowska ze Szczęsnego k. Olsztyna. Autorem tego bardzo ciekawego utworu jest teść Krystyny. Przybliżymy jego postać w najbliższych numerach kwartalnika. Dziękujemy Kici, ponieważ włożyła wiele wysiłku, aby go nam udostępnić

Działdowo - II etap

"Godnie" nas przyjęto: już przy wysiadaniu skopano nas i zbito, młodzi silni esesmani, pijani, cieszyli się nad nami - do męczenia. "Polnische Banditen" i "Polnische Schwein" towarzyszyły nam do miejsca zakwaterowania. Tam przy wejściu do koszar 3. batalionu 32. pp z Modlina ustawili się s...syny szeregiem i batami przyjmowali przy ogólnym śmiechu nowo przybyłych więźniów. Wesoło było durniom niemieckim, a nam śmiertelny strach przed tym, co będzie dalej.

Dostaliśmy na drugim piętrze byłą izbę żołnierską, trzy rzędy podwójnych piętrowych łóżek żelaznych bez żadnej pościeli, sienniki, podgłówki ze słomy i po jednym brudnym kocu. Wybite szyby, podłoga zaśmiecona, zasrana, zaszczana, prawdopodobnie przez żołnierzy niemieckich. Myśmy z ojcem zajęli łóżko na dole od okna, z dala od korytarza, co nam zresztą wyszło na dobre, ponieważ często pijani żołdacy po libacji "odwiedzali" nas i pierwszymi ofiarami byli najczęściej ci, których łóżka stały blisko wejścia. S...syny ściągali z łóżek, bili i kopali, gonili po całej sali, a ile było przy tym śmiechu i wyzwisk. Zabawa była wyśmienita - typowo w germańskim stylu znęcanie się mocnego nad słabym. (Kto z nas wtedy myślał, że ci "dzielni mołojcy", ufni w swą siłę, za kilka lat będą całowali buty swoim (!) oficerom, będą pokornie pochylać tępe łby gotowi na każde skinienie do usług nawet najgorszych; że swoje żony i córki będą zachęcać do spania "z panami Polakami"; że będą żebrać o litość, o chleb, o życie... Na sali prócz nas byli inni - całkiem nie znani, a przecież bliscy - Polacy, tak samo przeżywający niedole, upokorzenie i hańbę narodu. Wszystkie serca biły po polsku.

Śniadania, obiady i kolacje były koszmarem i nie wszyscy je otrzymywali - kto zdążył mimo bicia, dostał chochelkę zupy, którą często wylewano. To samo było z kawą. Bochenek chleba na ośmiu, chochelka zupy bez tłuszczu i niesłodzona kawa. Był głód, wielu zginęło jedząc ze śmietników wyrzucane marchewki, cebule, kawałki starego chleba. Tak zmarł na tyfus młody docent Uniwersytetu Warszawskiego, chwaląc sobie znalezione "witaminki", a wiemy, że to z głodu. Wielu z nas Działdowa nie przeżyło, a przecież był to tylko obóz przejściowy. Pracowaliśmy ciężko na torach kolejowych przy podbijaniu podkładów, kopaniu rowów, tłuczeniu kamieni i cegły, wywożeniu kloak i innych robotach. Do złego wyżywienia, ciężkiej pracy, nieludzkiego traktowania dołączyły się złe warunki sanitarne. Trzeba było mieć dużo hartu i woli, żeby nie jeść różnych świństw ze śmietnika. W nocy nie wolno było wychodzić, a kibli było za mało na nasze potrzeby, często przelewały się zasmradzając pomieszczenie, a rano przy wynoszeniu wymysły od "brudnych i niechlujnych Polaków" - nie umieliśmy zachować czystości.

Zamordowano arcybiskupa płockiego Juliana Nowowiejskiego - staruszka liczącego ponad osiemdziesiąt lat i sufragana tejże diecezji, ks. biskupa Wotumiskiego. Skakali "żabki", a kiedy im się to nie udawało i przewracali się, śmiechu było co niemiara, no bo było się z czego śmiać! Bici po twarzy, stawiani na nogi - i znowu to samo od początku. Zmaltretowani i poniżeni w swojej godności ludzkiej i kapłańskiej, zostali rozstrzelani. Wiedział o tym papież Pius XII, wielki przyjaciel Niemców, błogosławiący wyprawy Hitlera i Mussoliniego, ale nie przejmujący się losem duchownych Europy Wschodniej, walczących nie bronią, ale słowem, manifestujących swą przynależność narodową. Podobnie zginęli znani mi osobiście księża: Goszczyński - proboszcz parafii Bodzanów, Wiloch proboszcz parafii Łatowo, obaj patrioci publicznie piętnujący barbarzyństwo Niemców.

Nie wszyscy jednak noszący mundury feldgrau mieli wilcze serca; odwracali oczy, kiedy nas bito, podrzucali chleb; nie wszyscy byli zarażeni hitleryzmem, wyraźnie nam współczuli, ale sami się bali swoich współtowarzyszy i zawsze słychać byto "aber schnel" - prędko, prędko. Na pewno dzięki takim Niemcom wielu Polaków przeżyło i ocalało. Był co prawda drobny ułamek tych "dobrych Niemców", ale w sumie sporo istnień polskich ocalało, i tu w swoich wspomnieniach składam im serdeczne braterskie podziękowanie. Nie wszyscy Niemcy zapomnieli, że Goethe czy Schiller - wielcy poeci niemieccy, których czci cały świat - byli humanistami, którym obca była przemoc i gwałt, że byli inni wspaniali myśliciele i pisarze, których myśli w postaci napisanych przez nich książek kazał Hitler palić publicznie na stosach. I nagle zjawił się mały człowieczek, psychopata, chory na manię wielkości malarz pokojowy, Hitler, człowiek o niezwykłych zdolnościach organizacyjnych, świetny mówca, bardzo sugestywny fanatyk umiejący wmówić Niemcom, że tylko oni są zdolni i powołani do przewodzenia innym narodom, przekonać ich o dziejowym posłannictwie Germanów. Pozyskał sobie wielkich finansistów, ogromny przemysł niemiecki wietrzący miliardy, a narodowi obiecał dobrobyt, jakiego nigdy nie mieli, i to, co Niemcy tak zawsze lubili rządzenie niewolnikami. Wierzyli ślepo w to, co im mówiono, pracowali, jedli na kartki, zdyscyplinowani i pewni, że wódz ich nie zawiedzie. Jakie smutne było ich przebudzenie!

Widoczne z brudu, braku wody, mydła, pościeli, niezmieniania bielizny dostaliśmy "krocy" (po polsku: świerzb złośliwy). Straszliwe swędzenie, a co za tym idzie - drapanie, co jeszcze potęgowało jego rozwijanie. Miejscowy lekarz na to nie reagował, tłumacząc się brakiem leków. Na udach i brzuchu mieliśmy wielkie, cieknące, obrzydliwe rany. Pisałem do żony o maść, ale moich listów nie otrzymywała.

Kilkudziesięciu nas przewieziono samochodami do dużego majątku niemieckiego odległego o kilkanaście kilometrów od Działdowa. Nie pamiętam nazwy majątku ani nazwiska "dziedziczki", ale była to stara kutwa i bardzo nie lubiła Polaków i Rosjan, podobno pochodząca z junkrów pruskich, istna baba-Jaga, brzydka z "wąsikami".

Byliśmy głodni, pracowaliśmy gorliwie przy wykopkach i żarli chciwie kartofle w każdej postaci - gotowane, pieczom i w zupie. Co to była za rozkosz do syta najeść się kartofli, a potem straszliwa sraczka i całkowity brak apetytu, nawet chleb nie szedł. Na kartofle patrzyliśmy z odrazą, nawet dziś po tylu latach nie jestem ich amatorem.

Zaraz po wykopkach zorganizowano transport i ruszyliśmy ku swojemu przeznaczeniu -- do obozu koncentracyjnego Mauthausen w Austrii.

Mauthausen - III etap

Jechaliśmy z Działdowa przez Toruń, Poznań i Berlin zatrzymując się na kilka dni w miejscowych więzieniach. Jechaliśmy w zamkniętych okratowanych więźniarkach, w zaduchu, okna przeważnie zamknięte, brak wody, nie zawsze konwojenci na czas pozwolili pójść do ubikacji, toteż czasem nie każdy zdążył i ot, nieszczęście gotowe, a potem smród i lanie za nieporządek. W więzieniach miejscowych stosunkowo nie było źle: codziennie zupa i trochę wytchnienia, kontakty z siedzącymi tu ludźmi, wiadomości ze świata i lepsze poznawanie stosunków więziennych i nadzoru władz niemieckich. Bardzo "zabawnie" przyjęto nas w Berlinie, w czasie przejścia z dworca do więzienia. Otóż ilu nas było, tylu ustawiło się żandarmów na peronie. Każdy żandarm pojedynczo brał swojego więźnia na smycz jak psa, tyle że nie za szyję, a za rękę i poważnie prowadził ulicami Berlina. Było nas kilkudziesięciu, więc korowód dość długi. Wielka to była frajda i uciecha dla berlińczyków przyglądających się wynędzniałym i ogłupiałym, prowadzonym na smyczach więźniom. Pluto na nas, wymyślano od polskich bandytów i świń, wygrażano i kto wie, czy nie doszłoby do linczu, gdyby nie obecność żandarmów. Istne średniowiecze, ale wtedy była taka mentalność, tak ich wychowano, do tego był to rok 1942, okres zwycięstw i triumfu Niemców oślepionych przez zbrodniczych polityków i fanatyków III Rzeszy Niemieckiej. Toteż sobie w Berlinie na nas użyli. Śmiali się, gwizdali i wiwatowali na cześć Fuehrera, byli szczęśliwi. Czuliśmy się bardzo źle i z ulgą powitaliśmy cele więzienne Moabitu. Stamtąd przewieziono nas bezpośrednio do celu, do piekła, skąd według planu nikt z nas nie miał wrócić - chyba w postaci dymku z komina krematoryjnego.

Transport przybył w nocy, mała stacja, ciemno, gdzieniegdzie przyćmione światła. Wyładowano nas na peron. Tam już czekano. Jeżeli Bóg stworzył piekło, Kaina i Abla, to chyba tam. Otoczyła nas sfora pijanych i oszalałych diabłów, szatanów w takiej postaci, jakiej nawet twórcy Biblii nie śmieli opisać. Nawet olbrzymie psy, stale szczekające i biegające, wydały się nam mieszkańcami piekieł. Przy świetle latarek elektrycznych, biciu, wrzasku, wyzwiskach, szczekaniu uformowano pieszy transport do obozu.

Byto nas około stu dwudziestu osób - młodzi i starzy, czasem chłopcy 16-18-letni. Do obozu około 4 km. Ruszyliśmy, rychło gubiąc szyk marszowy. Nie wiem, ilu z nas zostało po drodze, ale sądząc po liczbie strzałów - dużo, bo nie wszyscy mogli nadążyć w marszu, zostawali i ci byli już straceni. Wcisnąłem się z ojcem do środka kolumny, przez co uniknęliśmy razów i psów. Napięcie nerwowe okropne. Ci, którzy zostali w tyle, już nigdy nie zobaczą Ojczyzny, swoich najbliższych. Nie wiem, ilu nas dotarto do obozu. Otwarła się brama "Arbeit macht Frei" - koniec wędrówki.

Byli ludzie, którzy nie spali, aby nas obsłużyć, i w kąpieli (jaka wspaniała ciepła woda) ostrzygli wszystko, co było włosem na skórze, zabrali nasze ubrania i buty, ubrano nas w kalesony, koszule i drewniane chodaki, zapisano, jak trzeba, oraz dano na sznureczkach numery - tymczasowe, jak mówiono, ale te numery zostały już na zawsze, zastępując nam nazwiska w obozie. Otrzymałem numer 19340, a ojciec 19341. Jako ludzie zniknęliśmy - byliśmy numerami. Do bloku kwarantannowego było z łaźni około 300 m. Znaleźliśmy się we władzy takich samych więźniów jak my, ale z czarnymi, zielonymi lub fioletowymi winklami, a więc byłych bandytów, złodziei, babtystów i innych Niemców i Austriaków, rzadko trafiali się Hiszpanie. I ci, za plecami swoich mocodawców, zostali panami życia i śmierci tysięcy więźniów, ale o tym będę jeszcze pisał.

Pędzili nas batami i krzykiem, przewracaliśmy się, bo nikt nie umiał chodzić i biegać w drewniakach. Biegliśmy więc na bosaka trzymając drewniaki w ręku, kto zgubił i wrócił, dostał lanie.

Nareszcie blok 17, dwie sztuby, pośrodku umywalnia i wychodek, barak drewniany, jak zresztą wszystkie inne. Położono nas pokotem wzdłuż obu ścian, jeden przy drugim - stłoczeni w jeden kłąb ludzki niczym robaki. Odwracaliśmy się na drugi bok na komendę któregoś z nas - kilka kocy i wypchanych słomą sienników. Byliśmy bardzo znużeni. Kto wstał, aby wyjść za swoją potrzebą, na swoje miejsce już nie trafił - ścieśniło się. Ojciec był bardzo słaby z głodu i znużenia, chodząc czepiał się ścian. Jak mogłem, tak pomagałem, ale zasadniczej pomocy udzielić nie mogłem, a u tych wściekłych wilków - blokowego i sztubowych nie było czego szukać ani się spodziewać.

Po kilku dniach zabrano nas jako chorych na świerzb na blok 20. Przykra to pasożytnicza choroba, mieliśmy dosłownie ropiejącą ranę na brzuchu i kroczu - straszliwe swędzeni, ciekło z nas. Wtedy jeszcze rewiru nie było - budowano. Blok 20 był czymś w rodzaju szpitala, nazywano to "Kranken Blok . Pożal się Boże, jaki to był szpital. Bez leków, sienniki wypchane słomą i takie same podgłówki, po jednym kocu na chorego, bez prześcieradeł. Mieli natomiast znakomitą maść na świerzb. Lekarz Polak, dr Władysław Czapliński, również więzień, mieszkał w tym bloku. Dobry człowiek i dobry lekarz. Ten nas przyjął, nakarmił i przydzielił łóżka. Zalecił smarowanie. Stawało się w całej nagości, jakże chudej męskości i mizernej kondycji, na małym stołeczku, podchodził ze słoikiem z maści; "specjalista" - polski chłopak smarował dwa razy dziennie pędzlem malarskim chore części ciała. Po mniej więcej dwóch tygodniach kuracji kręca znikła, ale dr Czapliński jeszcze nas trzymał. Była zima i bał się szczególnie o ojca, że nie wytrzyma narzuconej pracy. W Austrii zima jest na ogół łagodna, ale w 1942 roku była dość sroga - temperatura w grudniu dochodziła do -18, -20C. palono co prawda w żelaznym piecu, ale dość oszczędnie, o wiele za mało jak na duży barak. Tuliliśmy się z ojcem do siebie okryci mizernymi kocami.

I oto Wigilia Bożego Narodzenia 1942 roku, Adama - imieniny ojca, kiedyś tak hucznie obchodzone. Otrzymaliśmy rano chleb - szybko go zjedliśmy. Piszę to z płaczem, bo nie mieliśmy nawet kawałka chleba, żeby podzielić się nim zamiast opłatka. Leżący obok nas, bardzo chory, swojego chleba jeszcze nie zjadł i na moją prośbę pożyczył dwa cienie kawałki, które następnego dnia zwróciłem, nawet z naddatkiem. Biorąc plasterek pożyczonego chleba do ust życzyliśmy sobie przeżycia, wytrwania, twardości i wiary, że może uda się nam kiedyś mimo wszystko zobaczyć swoich najbliższych i kraj. Ucałowaliśmy się i każdy oddał się swoim myślom; byliśmy wtedy w domu, z naszymi żonami i dziećmi - nie wiedzą, co się z nami dzieje, czy w tę wigilijną noc myślą o nas?

Przytuleni do siebie usnęliśmy. Przebudzenie było dość przykre i niesamowite - nad nami wyciągnięta sztywna ręka sąsiada (nie tego, co opłatek pożyczył, tamten Polak, a ten Serb) - zmarł w nocy. Szybko go zabrano, rozebrano z koszuli i kalesonów i wyrzucono przed blok. Bielizna się przyda dla innych, a on, nieznany człowiek - to pyłek, trochę niedopalonych kosteczek, garść popiołu. Tak zaczął się pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia 1942 roku.

Codziennie wyrzucano kilkanaście szkieletów odzianych we własną skórę, bardzo długich. Codziennie też rano zajeżdżał wóz zaprzężony w ludzi i zabierał ciała nie znanych nam z nazwiska i przynależności narodowej towarzyszy, drogich nam, bo zginęli za wspólną sprawę, w obronie cywilizacji, kultury, swego kraju i jego granic, w obronie swoich rodzin. Modlliliśmy się za nich. Wtedy byli to przeważnie Polacy, Czesi, Rosjanie, Jugosłowianie, starzy Hiszpanie, Belgowie, Francuzi. Holendrzy i inni. Patrzyłem bezradny na śmierć innych nie wiedząc, czy sam przeżyję. Nie znałem języków obcych, ale Czechów, Jugosłowian i Rosjan częściowo rozumiałem. Prosili, aby powiadomić rodziny, podawali nazwiska i adresy. Niestety, nie było czym ani na czym zapisać. Najczęściej umierali ludzie. którzy stracili wiarę, że przeżyją, że wrócą do swoich, że żony ich nie łajdaczą się i czekają na nich. Tak umarł nasz kolega pełen zwątpienia - Jakub Czyż. Byłem przy jego śmierci, prosił o wodę i wtedy powiedział, całkowicie załamany, że nigdy nie zobaczy swojej Rozalki i dzieci. Zmarł cicho, otarłem łzy. Wiara była wielka siłą, kto zwątpił - zginął i prochy jego użyźniają pola okolicznych wsi.

Urzędowy lekarz niemiecki był rzadkim gościem w bloku, bał się tyfusu, który mógł w każdej chwil wybuchnąć wskutek septycznych warunków. Doktor Czapliński robił, co mógł, zmieniano słomę w siennikach, dezynfekowano koce, barak skropiono płynem odkażającym. Ojciec odżył, czuł się lepiej, barak lepiej opalano, toteż spacerowaliśmy w kalesonach i koszulach wszystkiego ciekawi. W czasie wojny widziałem wielu zabitych. Tak naszych, jak i Niemców, ale byli to ludzie młodzi, dobrze odżywieni i ubrani, widziani krótko i przelotnie. A tu rzuceni jeden na drugiego, nadzy, zmarli ludzie o "żywych" oczach. Tak nam się zdawało, że ci ludzie żyją, że patrzą na nas. Z którejkolwiek strony spojrzeć, oni "patrzyli" na nas. Straszne to było, może fizycy lub lekarze to wytłumaczą? Może to bytu wycieńczenie, może głód, może strach? Widziałem potem setki takich samych na rewirze, na dole, już w 1945 roku zbudowanym - Kranken Lagrze. Kto był w Mauthausen, ten wie i pamięta ten "wielki szpital selekcji i śmierci". Tu przeniósł się dr Czapliński jako naczelny lekarz, obok niego lekarze jugosłowiańscy, rosyjscy i czescy.

Wreszcie nadszedł czas i wypisano nas do bloku roboczego. Blok nr 7 to nowy rozdział naszej historii.

 

 

Joanna Paszkiewicz

 

Przeszłość nie przemija, ona jest z nami i w nas...

W 65. rocznicę stracenia członków POZ w Bodzanowie

18 września 1942 roku m.in. w Bodzanowie odbyła się egzekucja członków Polskiej Organizacji Zbrojnej (POZ), powstałej w połowie 1940 roku. W tym roku mija 65 lat od tego tragicznego wydarzenia. Muzeum Mazowieckie w Płocku oraz Publiczne Gimnazjum w Bodzanowie zorganizowało wystawę pt. Przeszłość nie przemija, ona jest z nami i w nas... W 65. rocznicę stracenia członków POZ w Bodzanowie, która towarzyszy uroczystym obchodom rocznicy egzekucji oraz nadaniu imienia POZ gimnazjum w Bodzanowie.

W zbiorach Muzeum Mazowieckiego w Płocku znajduje się ok. 200 dokumentów POZ z obszaru Północnego Mazowsza. Skrzynkę z nimi przekazał do zbiorów MMP w 1970 r. Związek Bojowników o Wolność i Demokrację (ZBoWiD), który otrzymał je od Zbigniewa Markiewicza. Były one pozlepiane, pospinane spinaczami. Konserwacja tych materiałów trwała kilka lat. Na kartkach widoczne są ślady ognia, rdzy, grzybów oraz ubytki papieru. Obecnie dokumenty są wzmocnione bibułką, posegregowane w papier, umieszczone w teczce z napisem POZ i stanowią jedno z najcenniejszych archiwów POZ w Polsce. Wśród dokumentów znajdują się głównie rękopisy, rozmiary i rodzaj papieru jest różny. Tematycznie można podzielić je na grupy: rozkazy, wykazy ewidencyjne, raporty i meldunki, wnioski awansowe, finanse, szkice wywiadowcze itd. Czas powstania dokumentów to lata 1940 – 1942,  z czego najliczniejszą grupę stanowią materiały z 1942 roku. MMP po raz pierwszy materiały te pokazało w 1970 roku na wystawie noszącej tytuł Płocczanie w drugie wojnie światowej.

Celem wystawy Przeszłość nie przemija... jest uczczenie pamięci o 13. straconych w Bodzanowie, przybliżenie ludziom historii POZ i ukazanie, że po 65. latach pamięć o tych ludziach w świadomości dzisiejszych mieszkańców Bodzanowa nie umarła. Uczyniono to poprzez pokazanie ok. 50 dokumentów po części znajdujących się na planszach z PCV, po części w gablotach (oryginały i kopie), fotografii oraz realiów: aparaty fotograficzne, radiowe, militaria. Autorką scenariusza i kuratorem wystawy jest Joanna Paszkiewicz, oprawę plastyczną przygotowała Mariola Kwiatkowska.

Wystawa tematycznie została podzielona na trzy części. W pierwszej poruszono tematy związane z organizacją i działalnością POZ. W gablocie 1 pokazano Statut POZ „Znak” [1] z lat 1940 – 1943, który stwierdzał, że jako organizacja wojskowa, była ona ramieniem zbrojnym Rządu Rzeczpospolitej Polskiej na Emigracji (Rozdział II, pkt. 5), jej naczelnymi władzami byli: Naczelny Wódz Armii Polskiej gen. Władysław Sikorski, Komendant Sił Zbrojnych w Kraju i Komendant Główny POZ (Rozdział III, pkt. 10). Dalej czytamy, że „zadaniem POZ jest zorganizowanie i przygotowanie Narodu Polskiego do wystąpienia zbrojnego, w celu wywalczenia ostatecznego zwycięstwa” (Rozdział II, pkt. 6) oraz że „POZ świadoma odpowiedzialności za bezpieczeństwo, ład i porządek publiczny w kraju, w okresie akcji zbrojnej, bierze udział w organizowaniu urzędów, instytucji użyteczności publicznej, jak równie tych dziedzin życia gospodarczego i społecznego, które są dla prowadzenia akcji zbrojnej i utrzymania porządku potrzebne” (pkt. 9). O zadaniach i celach organizacji a zwłaszcza jej komend powiatowych mówi dokument zatytułowany Wytyczne pracy Komendy Powiatowej[2] z lat 1940-1942. Przedstawiono w nim informacje dotyczące m in głównych zadań K P POZ, zakresów działania np. komendanta, kierownika administracyjnego. Poza tym w gablocie 1 można znaleźć Rozkaz nr 4 KO III POZ Mazowsze[3] z 12.09.1941 r. podpisany przez „Romana” – Mieczysława Tedorczyka z wyciągiem z Rozkazu nr 8 KG POZ[4] o mianowaniu „Romana” Komendantem Okręgu III POZ oraz Dodatek do rozkazu KP „H-7” nr 1 z 9.02.1942 r[5]. podpisany przez „Horynia” z tekstem przysięgi organizacji.

Jak już wspomniano, POZ była organizacją wojskową. Tworzono w niej od dołu drużyny, plutony, kompanie oraz bataliony, ale tylko w niektórych okręgach. Wyższą komórkę można było założyć tylko wtedy, gdy niższa miała pełny skład. W płockiej POZ utworzono drużyny, plutony, kompanie a w listopadzie 1941 r. batalion do zadań specjalnych. KG POZ prowadziła szkolenia wojskowe zgodnie z zasadami przyjętymi przez KG ZWZ. Podstawą szkolenia były m.in. programy, instrukcje. Materiały szkoleniowe rozsyłano do wszystkich okręgów. W 1942 r. została zorganizowana szkoła podchorążych. Szkolenie odbywało się w grupach 5. osobowych. W Płockiem w szkole podchorążych przeszkolono 30 młodych ludzi. Wraz ze szkoleniem przygotowywano plany operacyjne na wypadek jawnego wystąpienia zbrojnego. W gablotach 3 i 4 pokazano dokumenty tego typu w postaci Instrukcji bojowej[6] dotyczącej walki o miasto, działań poza ośrodkami miast, saperskich środków walki. W materiałach znajdziemy m.in. wskazówki teoretyczne mówiące o sposobie prowadzenia walki w mieście i na wsi, podziale środków saperskich. Ramowy plan akcji zbrojnej[7] powstały po 22.06.1941 r., to dokument zawierający dane o powstaniu zbrojnym, które miało wybuchnąć po załamaniu się Niemców na froncie wschodnim. Można tutaj przeczytać zarówno o sytuacji na frontach wojsk niemieckich i własnych jak i o rolach i zadaniach zwiadu.

Jak każda organizacja tak też i POZ potrzebowała pieniędzy. Istniały różne źródła finansowania. Na początku były to pieniądze „Siewu”, później KG ZWZ. Komenda Okręgu III czerpała dochody m.in. z dobrowolnych składek zamożniejszych członków i sympatyków organizacji, wpłat od czytelników prasy konspiracyjnej, sprzedaży plakietek z godłem – orłem polskim i napisem „Buduj Polskę” o nominałach od 5 do 20 zł. Komenda zatrudniała niektórych członków wypłacając im comiesięczne pensje. Przepływ pieniędzy zapisywano w księdze budżetowej. Dużą rolę w sprawach związanych z finansami POZ odgrywał ks. Jan Błaszczak proboszcz parafii w Orszymowie, który przechowywał u siebie pieniądze organizacji. Dokumenty dotyczące spraw finansowych przedstawiono w gablocie 5. Można tutaj znaleźć Rozkaz nr 2 KP „H-7” z 4.02.1942 r.[8] autorstwa „Szeliga”, w którym zostały omówione sprawy m.in.  finansowe głównie szczegóły poboru „Daniny Wolności”. Poza tym w gablocie umieszczono m.in. Kwity Daniny Wolności[9] o nominałach 5, 10, 15 i 20zł, pokwitowania odbioru pensji na sumy 100, 49RM, pieniędzy na koszty podróży oraz wspomnianą już Księgę kasową KP POZ[10]  z 1942 r. podpisaną „Rap”, rejestrującą przychody  i rozchody za styczeń i luty 1942 r. w postaci np. składek członkowskich, opłat czynszowych. Księga składa się z 14 kartek zapisanych obustronnie (w gablocie ze względu na zły stan zachowania pokazano wybrane kartki).

POZ prowadziła działalność wywiadowczą. Szefami Wydziału Wywiadowczego KG POZ byli kolejno: kpt. Paweł Kochmański ps. „Grom”, „Rola” i por. Stanisław Kaczor ps. „Filip”. Zadaniem wywiadu było zbieranie wiadomości o wrogu oraz kontrwywiad. Wywiad interesował się sprawami ściśle wojskowymi, gospodarczymi i społeczno-politycznymi typu: ruchy wojsk, transport materiałów wojennych, nastroje w społeczeństwie polskim, poziom życia ludności. Do tych zadań tworzono agentury wywiadu m.in. w wojsku, administracji niemieckiej, na poczcie. Dzięki temu posiadano informacje o np. aresztowaniach, łapankach, zdrajcach. Działania wywiadu i kontrwywiadu regulowały rozkazy, w których duży nacisk kładziono na zachowanie ostrożności. W myśl Rozkazu nr 6 Komendanta Okręgu III z 14.11.1941 r.[11], w którym to powoływał się na Rozkaz KG POZ z 18.02.1941 r. wywiad miał nadsyłać meldunki i raporty do 10 dnia każdego miesiąca, zaś sprawy nagłe meldować natychmiast. W gablocie 6 prócz wymienionego wyżej rozkazu przedstawiono meldunki i raporty z różnych rejonów „KP-7”, nad którymi góruje Schemat do rozkazu KP z 9.02.1942 r.[12] ze wskazówkami na co zwracać uwagę prowadząc wywiad w terenie i według jakiej kolejności podawać informacje w meldunkach i raportach.

W pracy wywiadowczej wykorzystywano urządzenia typu: aparat fotograficzny, aparat nasłuchowy. W gablocie 7 umieszczono przykłady aparatów fotograficznych: „Ihagee” z ok. 1909 r. wraz z skórzanym futerałem, „Voigtländer” z ok. 1914 r., dwa aparaty nasłuchowe „DETEFON” z l. 20. i 30. XX w. Poza realiami w gablocie pokazano fotografię z okresu przed 1943 r. Jadwigi Jędrzejewskiej – Ruff z mężem Edwardem Jędrzejewskim z Płocka prowadzącymi nasłuch radiowy.

Na podstawie informacji z audycji radiowych sporządzano notatki i redagowano gazetki. Wydawanie prasy konspiracyjnej podjęto pod koniec 1939 roku. Wydawano „Komunikaty Radiowe”, które od lutego 1942 r. wychodziły regularnie, co dwa tygodnie. We wrześniu 1940 r. po objęciu kierownictwa Wydziału Prasy Propagandy KG POZ S. Reymont podjął decyzję o uruchomieniu nowego pisma „Dwa dni”, które ukazywało się trzy razy w tygodniu. Do przerzutu prasy w okręgu północno mazowieckim wykorzystywano najczęściej przejście graniczne pod Sannikami. Jednak ze względu na duże zainteresowanie prasą, rozwijającej się siatki konspiracyjnej, komendy okręgów drukowały ją we własnym zakresie. W Okręgu III POZ w zespole redakcyjno-drukarskim byli: Lucyna Paradowska – Lisicka, Kalińska i Andrzej Tomczak. Oficjalnym organem prasowym komendy okręgu był tygodnik „Polska Podziemna”, a nieoficjalnym „Kolumna Mazowsza”. W komendzie m. Płock („KM-7”) prasą, propagandą zajmował się T. Krzechowski. Wydawano tutaj gazetkę pt. „Mazowsze”, później „Mazowsze w walce”. Nasłuchem, redagowaniem itd. zajmowało się wspomniane już małżeństwo Jadwiga i Edward Jędrzejewscy. W gablocie 8 podano przykłady 4 tytułów prasowych (oryginały) wydawanych w Warszawie: „Tygodnik Informacyjny”, „Rzeczpospolita Polska”, „Biuletyn Informacyjny”, „Ku zwycięstwu”, ulotkę Naczelnego Dowództwa Armii Czerwonej wzywającego żołnierzy niemieckich do oddawania się do niewoli radzieckiej.

W gablocie 9 umieszczono przykłady wyposażenia żołnierza oraz przyrządów wykorzystywanych w walce. Można tutaj obejrzeć np. ładownicę uniwersalną J&A z 1942 r., manierkę wojskową z lat 1943 – 1945, koziołki i kulę kolczatkę do przebijania opon samochodowych (kopie), naboje pistoletowe kal. 7,62mm do pistoletu TT wz.1933.

Część druga wystawy omawiała Rejon M-9 obejmujący Bodzanów i okolice. Po 15.10.1941 r. na obszarze tym zarejestrowanych było 135 członków POZ. Komendantem placówki był lekarz weterynarii ppor. Eugeniusz Skalmowski ps. „Mur”. Z Karty ewidencyjnej[13] wiemy, że „Mur” urodził się w 1906 r., swoją służbę wojskową od 1930 r. odbywał w Szkole Podchorążych Rezerwy i 4 psk Brał udział w kampanii wrześniowej jako żołnierz 1 pan, 21.06.1941 r. wstąpił do POZ. Zastępcą „Mura” w placówce był pchor. (ppor.) Franciszek Rokicki ps. „Kliwer”. Z jego Karty ewidencyjnej[14] dowiadujemy się, że „Kliwer” urodził się w 1917 r., w 1936 r. wstąpił do SPRArt Nr 1 Zambrów następnie do SPArt w Toruniu. Do POZ wstąpił 20.01.1941 r. Wykazywał się znajomością dwóch języków: niemieckiego i rosyjskiego. Punktem, w którym prowadzono działalność konspiracyjną był zakład fotograficzny Jerzego Janowskiego. W nim to zorganizowano nasłuch radiowy. Z Rej. M-9 zachowały się meldunki wywiadowcze: 1. o wiosce Rogozino z lat 1940 – 1942, z którego dowiadujemy się np. jakie nastroje panowały wśród ludności polskiej, czy na terenie wioski istniały partie polityczne, 2. o placówkach nieprzyjaciela w Rej. M-9 sporządzonym po 9.02.1942 r. 3. według schematu „Wyciąg z remanentów spółdzielni Rolnik” za miesiąc marzec 1942 (dokument zaszyfrowany: strąkowe: groch wiktoria – oficerowie, bób – podof. chorąży, fasola – podoficerowie, groch polny – szeregowcy, pastewne: lucerna – liczba plutonów, eksparceta – liczba kompanii, seradela – liczba batalionów, zbożowe: pszenica – broń krótka, żyto – Rkm, Rb).

Kopie dokumentów zostały umieszczone na tablicach z PCV umocowanych na ścianach. Są to m.in. wspomniane juz meldunki świadczące o prowadzeniu wywiadu, wzory wniosku awansowego i o odznaczenie, Rozkaz nr 6 z 14.11.1941 r.[15] KO III POZ autorstwa „Romana” z uwzględnieniem informacji m.in. o wnioskach awansowych, Wniosek awansowy „Kliwera”[16] z 04.11942 r. – awans na pporucznika, Wykaz członków POZ po 15.10.1941 r. Rej. M-9[17] podpisany przez „Kliwera”, karty ewidencyjne trzech członków Rej. M-9 „Mura”, „Kliwera” i „Mariana”. Jak można zauważyć główną rolę w tej części wystawy odgrywają  ludzie – członkowie Rej. M-9 POZ. Oni tutaj mieszkali, walczyli i umierali. Na jednej z tablic umieszczono informacje z listą członków Placówki Bodzanów, którzy 18 września 1942 r. zostali powieszeni na placu między bodzanowską szkołą a cmentarzem. Swoją wiedzę, o tym wydarzeniu można poszerzyć dzięki relacji Ireny Słomińskiej pt. „Miejsca pamięci narodowej, walk i męczeństwa”. Pierwszą i drugą część wystawy wzbogacają fotografie niektórych członków POZ.

Ostatnia część wystawy prezentuje przykłady pamięci mieszkańców Bodzanowa o trzynastu, POZ i II wojnie światowej. Są to m.in.

punktor Mogiła siedmiu z trzynastu straconych (pozostali zostali pochowani w rodzinnych grobowcach) znajdująca się na cmentarzu rzymsko – katolickim. „Pamiętam, że rodzice opowiadali mi o tym, że po pochowaniu powieszonych codziennie na ich grobie znajdowały się wiązanki biało-czerwonych kwiatów. Na miejsce wyrzucanych przez Niemców – natychmiast pojawiały się nowe” – napisał Jan Buchwejc[18]. Obecnie grób został poddany renowacji,

 

punktor Pomnik 13. członków POZ Placówka Bodzanów straconych 18.09.1942 r. z 1946 r. usytuowany w miejscu egzekucji,

 

punktor Pomnik Niepodległości (czas powstania lata 90. XX w.) wzniesiony dla upamiętnienia tragicznych wydarzeń lat 1939-1945 mających miejsce na terenie gminy. Corocznie odbywają się tutaj apele oraz msze święte,

 

punktor Tablica pamiątkowa znajdująca się na terenie Publicznego Gimnazjum w Bodzanowie, któremu nadano imię Polskiej Organizacji Zbrojnej.

Fotografie zostały umieszczone na trzech planszach. O pamięci mieszkańców Bodzanowa o II wojnie światowej świadczą również zebrane przez pana Wojciecha Szelągowskiego i przedstawione w gablocie militaria.

Prezentowana wystawa jest skierowana przede wszystkim do młodego pokolenia Polaków. Członkowie POZ byli młodymi ludźmi kochającymi swoją ojczyznę tak bardzo, że poświęcali w jej obronie swoje życie. Dziś żyjemy w wolnym kraju. Musimy pamiętać komu to zawdzięczamy, tym bardziej, że z miesiąca na miesiąc, jest z nami coraz mniej osób – bezpośrednich świadków i żołnierzy II wojny światowej. Oni odchodzą, dlatego my młodzi musimy kultywować i czcić pamięć o nich, ponieważ pamięć to nasza tożsamość. W tych działaniach kierujmy się słowami dr Andrzeja Leszka Szcześniaka: „Przeszłość nie przemija, ona jest z nami i w nas. Zastanawiać się nad tym, co było, to znaczy wziąć udział w tym, co będzie – świadomie i czynnie. Historii uczymy się po to, aby poznając przeszłość zrozumieć teraźniejszość i umieć kształtować przyszłość”.

 

 

Katalog obiektów Muzeum Mazowieckiego w Płocku wykorzystanych w wystawie

Dokumenty:

Wykaz członków POZ Okręg III Pn. Mazowsze, Rej. M-9 po 15.10.1941 r. - MMP/S/6891 – awers i rewers; autor: „Kliwer”; papier; rękopis; wym. oryginału 28,5x20,2cm (kopia),

Karta ewidencyjna „Mura” Rej. M-9 POZ - MMP/S/6895 – papier; maszynopis; wym. oryginału 29,6x20,8cm (kopia),

Karta ewidencyjna „Kliwera” Rej. M-9 POZ - MMP/S/6893 – papier; maszynopis; wym. oryginału 29,6x20,8cm (kopia),

Karta ewidencyjna „Mariana” Rej. M-9 POZ – MMP/S/6897 – papier; maszynopis; wym. oryginału 29,6x20,8cm (kopia),

Rozkaz nr 7 KO III z 21.11.1941 r. – MMP/S/6908 – autor: „Roman”; papier; maszynopis; wym. oryginału 30,7x21,5cm (kopia),

Rozkaz nr 3 KP POZ z 12.03.1942 r. – MMP/S/7288 – bibułka; maszynopis; wym. oryginału 16x20,3cm (kopia),

Dodatek do rozkazu KP H-7 nr 1 z 9.02.1942 r. – MMP/S/7287 – autor: „Horyń”; bibułka; maszynopis; wym. oryginału 14,3x20,5cm (kopia),

Rozkaz nr 6 z 14.11.1941 KO III Mazowsze – MMP/S/6922 – awers i rewers; autor: „Roman”; papier; maszynopis; wym. oryginału 30,2x21,8cm (kopia),

Wzór wniosku o odznaczenie – MMP/KWM/3761/11 – czas powstania ok. 14.11.1941 r.; bibułka; rękopis; wym. oryginału 29,6x22cm (kopia),

Wzór wniosku awansowego – MMP/KWM/3761/12 – czas powstania 11.1941 r.; bibułka; rękopis; wym. oryginału 29,7x22cm (kopia),

Wniosek awansowy „Kliwera” z 04.1942 r. – MMP/S/6931 – autor: „Jowisz”; papier; rękopis; wym. oryginału 16,7x20,7cm (kopia),

Meldunek o placówkach nieprzyjaciela w rej. M-9 POZ wg schematu do rozkazu z dnia 9.02.1942. nr 10 – MMP/S/6985 – awers, rewers; czas powstania po 9.02.1942 r.; papier; rękopis; wym. oryginału 29,8x19,3cm (kopia),

Meldunek z Rej, M-9 P.O.Z. wg schematu „Wyciąg z remanentów spółdzielni Rolnik” z 03.1942 r. (dokument zaszyfrowany) – MMP/S/18607 – papier; maszynopis; rękopis; wym. oryginału 9,9x9,8cm (kopia),

Raport z Rej. M-9 P.O.Z. o wiosce Rogozino – MMP/S/7050 – czas powstania 1940-1942; papier; rękopis; wym. oryginału 28,7x21,2cm (kopia),

Raport POZ o wiosce Bulkowo – MMP/S/6992 – czas powstania 1940-1942; papier; rękopis; wym. oryginału 28,7x21,2cm (kopia),

Statut Polskiej Organizacji Zbrojnej „Znak” – MMP/S/7286 – czas powstania 1940-1943 r.; maszynopis; wym. 29,4x20,5cm,

Rozkaz nr 4 KO III POZ z 12.09.1941 r.– MMP/S/6928 – papier; maszynopis; wym. 29,8x21cm,

Rozkaz nr 8 z 31.12.1941 r – MMP/S/6919 - autor: „Roman”; papier; maszynopis; wym. 29,6x21cm,

Wytyczne pracy Komendy Powiatowej P.O.Z. 1940-1942 – MMP/S/6920 – awers-oryginał, rewers-kopia – papier; maszynopis; wym. oryginału i kopi 21,1x15,2cm,

Instrukcja bojowa cz. I: Miasto – MMP/S/6912/1 – czas powstania 1940-1945; papier; maszynopis; wym. 29,7x20,9cm,

Instrukcja bojowa cz. II: Działanie poza ośrodkami miast. Wieś – MMP/S/6910 – czas powstania oryginału 1940-1945; papier; maszynopis; wym. 30,5x21,9cm (kopia)

Instrukcja bojowa cz. III: Saperskie środki walki – MMP/S/6911/1 – czas powstania 1940-1945; papier; maszynopis; wym. 30,6x21,8cm,

Ramowy plan akcji zbrojnej – MMP/S/6909 – czas powstania po 22.06.1941 r.; papier; maszynopis; wym.29,6x21cm

Księga kasowa KP POZ „Racławice” z 1942 roku – MMP/S/7054 – papier; rękopis; wym. 21x14,6cm,

Pokwitowanie odbioru pensji: 100 RM – KWM 3761/96 – czas powstania 14.03.1942 r.; autor: „Janusz”; papier; rękopis; wym.7,9x12,1cm,

Pokwitowanie odbioru pensji : 49 RM – KWM 3761/91 – czas powstania 16.03.1942 r.; autor: „Szczepan”; papier; rękopis; wym. 7,9x12,1cm,

Pokwitowanie odbioru pensji : 40 RM – KWM 3761/80 – czas powstania 28.02.1942 r.; autor: „Szczepan”; papier; rękopis; wym. 6,5x12cm,

Pokwitowanie odbioru pensji : 10 RM – KWM 3761 – czas powstania 20.01.1942 r.; autor: „Szczepan”; papier; rękopis; wym. 7,9x10,9cm,

Pokwitowanie za czynsz – KWM/ 3761/87 – czas powstania 2.03.1942 r.; papier; rękopis; wym. 8,9x10,7cm

Wykaz składek na prasę – KWM 3761/93 – czas powstania 03.1942 r.; papier; rękopis; wym. 9,3x3,7cm,

Pokwitowanie odbioru pieniędzy na koszty podróży – KWM 3761/92 – czas powstania 14.03.1942 r.; autor „Horyń”; papier; rękopis; wym. 7,6x12cm,

Kwit Daniny Wolności na 5 zł – MMP/S/7113 – czas powstania 25.02.1942 r.; papier; drzeworyt; wym. 14,8x10,4cm,

Kwit Daniny Wolności na 10 zł – MMP/S/6900 – czas powstania po 25.02.1942 r.; papier; drzeworyt; wym. 10,6x15,9cm,

Kwit Daniny Wolności na 15 zł – MMP/S/7109 – czas powstania po 25.02.1942 r.; papier; drzeworyt; wym.14,8x9,5cm,

Kwit Daniny Wolności na 20 zł – MMP/S/7110 - czas powstania po 25.02.1942 r.; papier; drzeworyt; wym.14,3x11,4cm,

Rozkaz nr 2 KP H-7 POZ z 4.02.1942 r. – MMP/S/7289 – bibułka: maszynopis; wym. 29,5x20cm,

Schemat do rozkazu Komendy Powiatowej z 9.02.1942 r. – MMP/S/14287 – czas powstania 9.02.1942 r.; papier; wym. 20,1x24,6cm,

Raport z rejonu K-5 POZ „Racławice” – MMP/S/6978 – czas powstania 1940-1942 r. Łęg; papier; rękopis; wym. 21x29,4cm,

Raport z Rej. A-5 POZ „Racławice” – MMP/S/6993 – czas powstania po 21.02.1942 r.; papier; rękopis; wym. 21x29,5cm,

Meldunek z Rej. K-16 POZ „Racławice” – MMP/S/6983 – czas powstania 27.02.1942; papier; rękopis; wym. 14,7x19,6cm,

Meldunek z Rej. B-2 POZ wg schematu „Wyciąg z remanentów spółdzielni Rolnik” z 1942 r. – MMP/S/7154 – papier; rękopis; wym. 10,6x29,5cm,

Meldunek z Rej. K-10 POZ – MMP/S/7052 – papier; rękopis; wym. 14,3x17,9cm,

Raport o Rej. S-11 POZ – MMP/S/7055 – czas powstania 1940-1942; papier; rękopis; wym. 35,6x22,2cm,

Prasa:

„Ku zwycięstwu”, nr 2/7 – MMP/S/ 6996 – czas powstania 20.01.1942 r., Warszawa – Drukarnia „Roch”; papier, druk; wym. 17x11,1cm,

„Biuletyn Informacyjny” – nr 4 – MMP/S/6997 – czas powstania 29.01.1942, Warszawa; papier, druk; wym. 18x12,8cm,

„Rzeczpospolita Polska” – rok II, nr 2/22 – MMP/S/6995 – czas powstania 22.01.1942, Warszawa; papier, druk; wym. 21,6x15,5cm

„Tygodnik Informacyjny” – MMP/S/6998 – czas powstania 22.01.1942 r.; papier, druk; wym. 18x12,4cm,

Ulotka – MMP/S/7051 – czas powstania po 21.06.1941 r., ZSRR; papier; wym. 19,9x13,5cm,

 

Mapy:

Mapa topograficzna Wegrzynowo (Węgrzynowo) – MMP/S/19266 – czas powstania oryginału 1944 r.; Niemcy; papier mapowy; druk; wym. oryginału 59,5x58cm (kopia), 

Mapa topograficzna Bodzanów – MMP/S/19263 – czas powstania 11.1944 r.; Niemcy; papier mapowy; druk; wym. oryginału 63,2x55cm (kopia),

Mapa topograficzna Miszewo Murowane – MMP/S/19265 – czas powstania oryginału 11.1944 r.; Niemcy; papier mapowy; druk; wym. oryginału 56,5x50,5cm (kopia),

Powiat płocki okręg regencyjny Ciechanów – MMP/S/17939 –czas powstania oryginału ok. 1941 r; papier; wym. oryginału 63,7x64,5cm (kopia),

Rejony W-6; J-7; G-8 POZ – MMP/S/8214 – czas powstania 1940-1944 r.; papier; wym. 21x30cm.

Fotografie:

Kościół w Bulkowie – MMP/S/13289 – czas powstania oryginału pierwsze ćwierćwiecze XX w., Bulkowo gm. Mąkolin; papier fotograficzny; wym. oryginału 8,7x11,5cm (kopia),

Manifestacja w Bodzanowie w 25. rocznicę egzekucji 13. Polaków – MMP/S/11817/98 – czas powstania oryginału 1967 r., Polska, Bodzanów; papier fotograficzny; wym. oryginału 11,3x17,4cm (kopia),

Jadwiga Jędrzejewska – Ruff z mężem Edwardem Jędrzejewskim podczas nasłuchu, Płock przed 1943 r. – nr negatywu 39141 – autor repr. Halina Płuciennik, 1980 r.,

Fotografia Mieczysława Teodorczyka z okresu międzywojennego: podczas pobytu w Brześciu nad Bugiem (z materiałów wypożyczonych od syna M. Teodorczyka) – nr negatywu 38360 – autor: Halina Płuciennik, 1980 r.

Realia:

Aparaty fotograficzne:

„Ihagee” – MMP/S/17843 a-b – czas powstania ok. 1909 r.; wytwórnia Kamerawerke Steinbergen und Co., obiektyw: Anastygmat, Niemcy; metal, skóra, soczewka, futerał skórzany; wym. 8,7x3,5x17cm,

„Voigtländer” – MMP/S/17841 – czas powstania ok.1920 r. Niemcy; metal, skóra, płótno impregnowane, soczewka; wym. 8x3,5x16,5cm; 

„Voigtländer” – Brillant MMP/S/17845/a-b – czas powstania ok.1930 r.; Niemcy, obiektyw: Anastygmat „Skopar”; metal, skóra, soczewka; wym. 15x5,5x11cm,

Aparaty nasłuchowe:

Radio detektorowe „DETEFON’ ze słuchawkami – MMP/KWM/7933/2 – czas powstania l. 20. XX w., Polska; ebonit, tektura, blaszka mosiężna, żelazo; wym. 6x10x14cm, średnica słuchawek 6,2cm,

Radio detektorowe „DETEFON’ ze słuchawkami – MMP/KWM/7933/2 – czas powstania l. 30. XX w., Polska; ebonit, tektura, blaszka mosiężna, żelazo; wym. 6x10x14cm, średnica słuchawek 6cm.

 

Militaria:

Manierka wojskowa – MMP/KWM/7460 – czas powstania 1943-1945, ZSRR; blach żelazna, aluminium, filc; wym. 21cm,

Kula kolczatka do przebijania opon (kopia) – MMP/KWM/7931 – czas powstania II wojna światowa, Polska; żelazo; wym. średnica 4,5cm, dł. kolców ok. 4cm,

Koziołki do przebijania opon samochodowych (kopia) – MMP/KWM/3762/1-5 – czas powstania 1974, MMP; płaskownik żelazny; wym. dł. kolców ok. 3cm,

Naboje pistoletowe kal. 7,62mm do pistoletu TT wz.1933 – MMP/KWM/7461/8-9 – czas powstania II wojna światowa, ZSRR; mosiądz, ołów, brąz(?); wym. naboju – wys. 3,5cm, pocisku – dł. 1,4cm, kal. 7,62mm, łuski – wys. 2,4cm, średnica dna – 0,9cm,

Łuski nabojów do karabinu Mauser wz. 1898 i pochodnych kal. 7,92mm – MMP/KWM/7461/2-7 – czas powstania przed 1.09.1939 r.(?), Polska (?); mosiądz, biały metal; wym. wys. 5,65cm, średnica dna 1,1cm,

Ładownica - MMP/S/8341/1 – czas powstania 1942 r. Wielka Brytania wytw. 1. J&A,; parciane mosiądz, szycie maszynowe; wym. 23,5x13x6,5cm,

Skrzynka na amunicję – MMP/S/8359 – czas powstania II wojna światowa, II Rzesza Niemiecka; drewno, stal; wym. 15x19,5x37cm,

Plecak wojskowy – MMP/S/8625 – czas powstania 1937 r., Polska; brezent, metal, sukno, szycie maszynowe; wym. 36x31x12cm.

Inne:

Relacja I. Słomińskiej pt. Miejsca pamięci narodowej, walki i męczeństwa.


 

[1] Muzeum Mazowieckie w Płocku (dalej: MMP), Statut Polskiej Organizacji Zbrojnej „Znak”, sygn. MMP/S/7286.

[2] MMP, Wytyczne pracy Komendy Powiatowej, sygn. MMP/S/6920.

[3] MMP, Rozkaz nr 4 KO III POZ Mazowsze, sygn. MMP/S/6928.

[4] MMP, Rozkaz nr 8 KG POZ, sygn. MMP/S/6919.

[5] MMP, Dodatek do rozkazu KP „H-7” nr 1 z 9.02.1942 r., sygn. MMP/S/7287.

[6] MMP, Instrukcja bojowa cz. I, II, III, sygn. MMP/S/6912/1, MMP/S/6910, MMP/S/6911/1.

[7] MMP, Ramowy plan akcji zbrojnej, sygn. MMP/S/6909.

 

[8] MMP, Rozkaz nr 2 K P „H-7” z 4.02.1942 r., MMP/S/7289.

[9] MMP, Kwit Daniny Wolności 5, 10, 15, 20zł, sygn. MMP/S/7113, MMP/S/6900, MMP/S/7109, MMP/S/7110.

[10] MMP, Księga kasowa K P POZ, sygn. MMP/S/7054.

[11] MMP, Rozkaz nr 6 K O III z 14.11.1941 r., sygn. MMP/S/6922.

[12] MMP, Schemat do rozkazu K P z 9.02.1942 r., sygn. MMP/S/14287.

[13] MMP, Karta ewidencyjna członka POZ z Rej. M-9 „Mura”, sygn. 6895.

[14] MMP, Karta ewidencyjna członka POZ z Rej. M-9 „Kliwera”, sygn. 6893.

[15] MMP, Rozkaz nr 6 z 14.11.1941 r., op. cit.

[16] MMP, Wniosek awansowy „Kliwera”, sygn. 6931.

[17] MMP, Wykaz członków POZ po 15.10.1941 r. Rej. M-9, sygn. 6891.

[18] Buchwejc J., Wspomnienia, Bodzanów 2004 r.